FOT. POLFLIM/EAST NEWS

Do telewizyjnego programu o wystawie poświęconej twórczości Andrzeja Wajdy redaktorzy Krzysztof Kłopotowski i Jakub Moroz wkroczyli: pierwszy w ciemnych okularach – oślepiony blaskiem wielkiego reżysera, drugi na klęczkach. Ten wstęp wiele powiedział zarówno o pozycji, jaką powszechnie zajmuje w naszej świadomości Wajda i jego twórczość, jak i o samej wystawie. Wystawie, która – tu pełna zgoda – jest od strony formalnej kuratorskim majstersztykiem. Monumentalną ekspozycję precyzyjnie skomponowano z setek dokumentów, drobnych przedmiotów, wielkich i małych projekcji w licznych salach Muzeum Narodowego w Krakowie. A jednak wystawa ta jest głównie zmarnowaną szansą. Twórcom nie udało się przeprowadzić uczciwej retrospekcji. Nie nazwali oni po imieniu wartości przyświecających Wajdzie ani wpływu, jaki jego twórczość wywarła na pokolenia Polaków.

Napaść Armii Czerwonej na Polskę i włączenie połowy terytorium naszego kraju do ZSRR sprawiło, że mimo formalnego zakończenia II wojny światowej dziesiątki tysięcy polskich żołnierzy nie złożyło broni. Powojenna konspiracja niepodległościowa była najliczniejszą formą zorganizowanego oporu społeczeństwa polskiego wobec narzuconej władzy. Pół miliona ludzi tworzyło społeczność Żołnierzy Wyklętych[1]. W styczniu 1945 r. NKWD wydało rozkaz, w myśl którego Armia Czerwona i NKWD miały prawo oczyszczać teren zaplecza frontu ze wszystkich nieprzychylnych sobie sił, głównie polskiego podziemia zbrojnego. Zaczęto wówczas tworzyć miejsca odosobnienia, obozy NKWD na ziemiach polskich[2]. Celem komunistycznych obozów koncentracyjnych oraz więzień w stalinowskiej Polsce było odseparowanie rzeczywistych i potencjalnych przeciwników od ich oddziaływania na społeczeństwo, traktowanie więźniów jako taniej siły roboczej oraz zastraszenie ludności i nakłonienie jej do posłuszeństwa.

Wystawa poświęcona Andrzejowi Wajdzie w Muzeum Narodowym w Krakowie została otwarta 6 kwietnia 2019 r., w 74. rocznicę utworzenia przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego Centralnych Obozów Pracy (06.04.1945 r.). Było ich nie mniej niż pięćdziesiąt. Miały usprawnić system komunistycznych obozów koncentracyjnych oraz więzień utworzonych przez Sowietów po ich wkroczeniu na ziemie polskie. Szacuje się, że w latach 1940-1950 liczba osób zamordowanych i zamęczonych w więzieniach i łagrach mogła wynosić około 500 tys., w tym 80 tys. żołnierzy AK i około 32 tys. żołnierzy oddziałów leśnych. Ciężkim więzieniem Urzędu Bezpieczeństwa i NKWD, przez które przeszło kilka tysięcy polskich żołnierzy, głównie AK i WiN, było więzienie Montelupich w Krakowie. 3,3 tys. więźniów (w ciągu siedmiu miesięcy) zmarło w obozie w Toszku, surowym obozie pracy przymusowej, gdzie więźniowie pracowali wyłącznie ręcznie, bez narzędzi, na polu i w lesie. Karano tam za najdrobniejsze przewinienia. Ogólny przydział dzienny na więźnia w tym obozie wynosił 500 gramów chleba, litr zbożowej kawy oraz pół litra zupy z brukwi lub ze zgniłej kapusty. Wyżywienie w komunistycznych obozach pracy przymusowej było niekiedy gorsze niż w niemieckich obozach koncentracyjnych. Więźniów bito tam wzmacnianymi ołowiem pałkami w okolicach nerek lub po piętach, wlewano im też terpentynę do nosa. Do codziennych przesłuchań sadzano aresztowanego na jednej nodze odwróconego stołka, co ubecy w swoim żargonie nazywali „kobyłką Andersa”. Komunistyczne obozy pod każdym względem przypominały funkcjonujące do niedawna ich niemieckie odpowiedniki. Ogrodzone były drutami pod napięciem, z wieżyczkami strażniczymi i z psami. Więźniowie pracowali tam niekiedy do 16 godzin na dobę w kamieniołomach, kopalniach węgla i w różnego rodzaju warsztatach. Z obozu w Jaworznie codziennie rano wywożono kilkadziesiąt trupów; więźniowie umierali wskutek chorób, głodu, wypadków przy pracy i prześladowań. Od 1945 r. do 1949 r. z 24 tys. więźniów zmarła ponad jedna trzecia[3]. Taki był los i perspektywy dla żołnierzy podziemia niepodległościowego podczas okupacji sowieckiej, nazywanej wtedy czasami rządów władzy ludowej.

Fizyczna eksterminacja oraz rozbudowany systemu represji i terroru nie wzmacniały poparcia społecznego dla komunizmu, z czego zdawały sobie sprawę władze Polski Ludowej. Rozpoczęto zatem nachalną indoktrynację, bazującą na tworzeniu propagandowych mitów i fałszywych obrazów najnowszej historii. Szkalowano żołnierzy Armii Krajowej na rzecz gloryfikowania aktywności partyzantki komunistycznej. Szybko się okazało, że idealnym narzędziem agitacji był film. W XX w. przez umiejętne oddziaływanie propagandowe i kształtowanie świadomości społecznej medium to było jednym z istotnych czynników wpływających na rozwój systemu komunistycznego. Model seansu kinowego z upolitycznioną kroniką filmową o charakterze agitacyjnym i indoktrynacyjnym wzmocnił znaczenie filmu[4]. Sowieccy awangardziści pokazali, jak tworzyć skuteczną propagandę, zachowując przy tym najwyższy poziom artystyczny. Stalin wiedział, jak wykorzystać filmowców, jeszcze w latach dwudziestych poznał polityczne możliwości kina[5]. Na Kremlu urządzał projekcje kinowe, na które zapraszał też Bolesława Bieruta. System komunistyczny wszystko podporządkowywał przyjętej ideologii, instrumentalizując wszelkie wytwory kultury[6]. A treści ubrane w wyrafinowaną formę dają się doskonale zaimplementować.

Wajda zadebiutował w 1954 r. propagandowym filmem Pokolenie, który pod względem artystycznym znacznie przewyższał dotychczas realizowane rodzime filmy[7]. Najskuteczniejszym jednak nośnikiem komunistycznej narracji w filmowym dorobku reżysera jest Popiół i diament na podstawie książki Jerzego Andrzejewskiego. Film ten wywarł najgłębszy i najtrwalszy wpływ na świadomość historyczną Polaków. W 1958 r. w „Przeglądzie Kulturalnym”, rok po jego premierze, Wajda zdradzał: „Środki muszą być emocjonalne, by oddziaływać, bohaterowie – by wzruszać. Moją dewizą jest – liryczni bohaterowie w dramatycznych sytuacjach. (…) Szkoła polska – ta bez cudzysłowia – nie istnieje. Cechy, których starano się przy tej okazji doszukiwać, są bądź powierzchowne, bądź zapożyczone”[8]. Wzorce szły z radzieckiego kina, które po 1956 r., czyli po XX Zjeździe KPZR, także koncentrowało się na sugestywnym pokazywaniu dramatów zwykłych uczestników wojny, losu człowieka. Filmy cechowały się wyraźnym przesłaniem antywojennym, bohaterstwo i patriotyzm pozbawiony zbędnego patosu pokazywały w konwencji melodramatycznej i kameralnej[9]. Głównym bohaterem Popiołu i diamentu jest Maciek Chełmicki, grany przez Zbyszka Cybulskiego. Perfidię pomysłu na kreację tej postaci widać, gdy zestawimy ją z losami pierwowzoru. Krzysztof Kąkolewski, jeden z najwybitniejszych polskich przedstawicieli literatury faktu, w książce Diament odnaleziony w popiele odkrył i przedstawił historię „prawdziwego” Maćka: Stanisław Kosicki, ps. „Czarny”, „Bohun” (1926-1997), syn oficera, był działaczem konspiracyjnym, harcerzem Szarych Szeregów i żołnierzem Kedywu. Wziął udział w bitwie z Niemcami na Piotrowym Polu w lasach iłżeckich. Został za swoje zasługi odznaczony Krzyżem Walecznych i Srebrnym Krzyżem Zasługi. W 1945 r. w Ostrowcu Świętokrzyskim, dowodząc patrolem porządkowym AK, Kosicki natknął się na bandę rabującą prywatne mieszkanie. Wywiązała się wówczas strzelanina, w której zginął żołnierz Armii Ludowej i jednocześnie świeżo mianowany wojewoda kielecki – Jan Foremniak (filmowy towarzysz Szczuka). Kosicki został wtedy złapany i skazany przez komunistyczne władze na karę śmierci. W rejonach Kielecczyzny działał w tamtym czasie mjr Antoni Heda „Szary”. Jego oddział przeprowadził atak na więzienie i uwolnił z niego kilkuset partyzantów, w tym Kosickiego. Jego dalsze losy to, jak pisze Kąkolewski, „50-letnia agonia na śmietniku PRL-u”[10]. Postaci Chełmickiego i Kosickiego są swoistym lustrzanym odbiciem.

Wajda korzystał szeroko ze zdobyczy awangardowego filmu lat 20. i 30. XX wieku. Szczególnie z propagandowej siły montażu, którego klasycznym przykładem jest scena wojska strzelającego do robotników przerywana sceną podrzynania gardła bykom w rzeźni (w filmie Siergieja Eisensteina). W sensie przestrzennym, czasowym i fabularnym te dwie sceny nie mają ze sobą absolutnie nic wspólnego, ale zestawione razem dają nową jakość. Montaż jest skutecznym narzędziem kształtowania rzeczywistości, z którego Wajda często korzysta.
W pierwszych scenach Popiołu i diamentu widzimy wyłaniającego się zza wzgórza rolnika orzącego pole. Nieopodal niego padają strzały i jest spore zamieszanie, ale on na to nie reaguje, zupełnie tak jakby niczego nie słyszał, jak gdyby był w innym świecie. Krytyka filmowa w 1958 r. czepiała się tej sceny i pisała, że jest ona nierealna i bez sensu. Jednak te dwie sceny (tak jak Eisensteinowska rzeźnia): orki i strzelaniny, to nie fragment rzeczywistości, tylko rzeczywistość filmowa. Celowo stworzona dla widza, który ma je łączyć. Z jednej strony strzelanina, czyli działanie przeciw życiu – śmierć, z drugiej rolnik uprawiający ziemię po to, by wydała ona plon – życie. Podobnie scena powolnego konania Maćka Chełmickiego na wysypisku śmieci przeplatana jest z obrazami tańczących w chocholim tańcu przedstawicielami starego świata. Taka wizualność ma dużą siłę kształtowania skojarzeń, a zestawienia tego typu działają na zasadzie skojarzeń podprogowych[11]. Scena śmierci Maćka, żołnierza AK, na wysypisku śmieci wbija się mocno w pamięć i jest bodaj najbardziej znaną sceną Popiołu i diamentu. Przy całym swoim tragicznym ładunku emocjonalnym ma ona również drugie dno. Maciek, niejednokrotnie wcześniej aż nazbyt opanowany (na przykład gdy pomaga podpalić papierosa swej przyszłej ofierze czy flirtuje z Krystyną, szukając równocześnie fragmentu broni na podłodze), przestrasza się rozpoznania i panicznie ucieka. Do tego momentu ma w sobie urzekającą siłę przystojnego zawadiaki, lirycznego twardziela. Ma wdzięk, zdolny pociągać zarówno chłopców spragnionych bohaterskich, choć straceńczych czynów czy dziewczyny marzące o burzliwej, jeśli nawet ostatecznie nieszczęśliwej miłości.

Umieranie Maćka na śmietniku nie jest jednak ani bohaterskie, ani romantyczne. Bohater jest raczej żałosny, gdy w ciągnącej się agonii na śmietniku widzimy go wierzgającego nogami i kwilącego jak dożynany prosiak. To nie jest godna śmierć. Jeśli wcześniej potrafił urzec, to teraz urok ten traci. Nie widzimy w nim walczącego o wolność romantycznego straceńca, tylko żałośnie skręconego i jęczącego z bólu niedojdę. Wajda przedłuża tę scenę. Nie śmieci wokół są odpychające, tylko ten nieszczęsny Maciek. Takie upadlające, odhumanizowane przedstawienie śmierci nasuwa skojarzenia z praktyką Ludowego Wojska Polskiego i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) – fotografowania poległych w walce żołnierzy podziemia do celów propagandowych. Z premedytacją byli oni uwieczniani w sposób mający ich zohydzić. Wynikało to z cechy charakterystycznej formacji powstańczych, dbających o zachowywanie wojskowego charakteru i stylu działania. Każdy z partyzantów miał obowiązek chodzić w mundurze. Nierzadko byli oni lepiej umundurowani niż zwalczające ich oddziały. Jednak na potrzeby zdjęć bezczeszczono ciała pokonanych Polaków, pozbawiano je mundurów, układano je w niechlujnych pozach. Często okaleczeni, obdarci, w rozpiętych spodniach – nie wyglądają jak dumni polscy żołnierze, ale jak bandyci z lasu. Mieli prezentować się niegodnie i odpychająco, a nie jak bohaterowie. „Zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa” – powiedział o Żołnierzach Wyklętych mjr Wiktor Herer, naczelnik wydziału śledczego w MBP, w 1948 r.[12]

Popiół i diament od swojej premiery w Warszawie 3 października 1958 r. (w rocznicę upadku powstania warszawskiego) był szeroko i intensywnie komentowany oraz promowany. W programie rozdawanym podczas premiery pisano: „(…) Maciek Chełmicki szuka odpowiedzi, jak żyć dalej – jak zrzucić dławiący bagaż przeszłości, rozwiązuje odwieczny dylemat żołnierza. Słuchać czy myśleć. A jednak Maciek zabije… Woli zabić człowieka, nawet wbrew sobie, niż oddać broń”[13]. W „Głosie Robotniczym”: „Popiół i diament jest najlepszym z serii filmów dotykających jednego z najboleśniejszych motywów naszej historii, sprawy podziemia, sprawy AK. (…) Są to sprawy nabrzmiałe zarówno latami milczenia, jak
i tym po prostu, że racje historyczne, dla których oddawało życie tysiące przedstawicieli naszej najlepszej młodzieży, okazały się fałszywe. (…) to film o Maćku Chełmickim, młodym człowieku, który zmarnował życie (…)”. Po premierze film był też intensywnie lansowany przez nowo powstały tygodnik polityczny „Polityka”, z redaktorem naczelnym Mieczysławem Rakowskim. Ukazało się szereg artykułów utrwalających przesłanie Popiołu i diamentu, określanego jako jeden z najważniejszych filmów polskich.

W jednym z artykułów przedstawiono swoistą trylogię motywu śmierci w Kanale, Popiele…Lotnej – czyli kolejno w ściekach kanałowych, na śmietnisku oraz w postaciach setek ułanów szarżujących na czołgi. Śmierć w tych filmach jest sprzeciwem wobec niedojrzałości i zaślepienia, przedstawiana jako wynik desperacji i głupoty. „Polityka” publikuje też wyniki zebranej wśród widzów ankiety: Popiół i diament podobał się osiemdziesięciu procentom odpowiadających, trzy czwarte odczytało go jako krytykę postawy AK-owskiej, dwie trzecie widzów aprobowało tę krytykę. Konkluzja była następująca: „przyjęcie tego filmu – tak bardzo polityczne i tak równocześnie przychylne – wskazuje na korzyść, jaką agitacja polityczna (…) może odnieść z posługiwania się sztuką wysoką jakościowo”[14].

Przebywający na emigracji Gustaw Herling-Grudziński opisał dwojakie reakcje na artykuł, który napisał w roku wydania Popiołu i diamentu: „Paru przedwojennych przyjaciół (a wówczas już »diamentowych budowniczych Polski Ludowej«) dało mi, nie przebierając zanadto w słowach, znać, że wolą nie utrzymywać w przyszłości stosunków z »rozbitkiem na śmietniku historii«. Trzy przysłane pocztą listy od anonimowych przedstawicieli »popiołu« zawierały gorące i jednobrzmiące podziękowania. Osią mojego artykułu było zdanie: »Od pierwszej do ostatniej stronicy książka Andrzejewskiego jest nieuczciwa
i świadomie zniekształca rzeczywistość«”. Dość oględnie sformułowane zdanie, jeśli porównać je z tym, co napisał Mrożek w swym znakomitym artykule Popiół? Diament?: „Książka Andrzejewskiego jest kłamliwa, to znaczy kłamie na temat Polski sprzed trzydziestu ośmiu lat”.
Albo z tym, co pisze Konwicki we Wschodach i zachodach księżyca: „Książka Andrzejewskiego jest swego rodzaju polityczną science-fiction, jakie pisywaliśmy w owych czasach. Przedstawia ona rzeczywistość nie taką, jaką widać za oknem, ale taką, jaką skreował autor życzliwy dla nowo przybyłych doktryn publicznych i przyjezdnego reżymu. (…) Dla kilku pokoleń ten film (przeróbka Popiołu i diamentu) był prawdą o moim pokoleniu. Był prawdą wbrew mnie, ponad moją głową, właściwie przeciwko mnie. Ale go wspierało możną dłonią państwo. Reżym czynił z tego filmu etos Polaka po wielkim trzęsieniu ziemi w połowie XX wieku. To był nasz, to jest nasz dzisiejszy Pan Tadeusz i dzisiejsze mazurki Chopina”. Dobrze, że Konwicki się poprawia: „to jest nasz …”. Kariera Popiołu i diamentu ma bowiem swój osobliwy ciąg dalszy. (…) Co roku tysiące egzemplarzy Popiołu i diamentu wpycha się, jak zjełczałą kaszkę mannę, do ust młodzieży w ramach obowiązkowych lektur szkolnych”[15]. Grudziński pisał te słowa w 1982 r. Dekadę później, w wolnej Polsce, komunistyczny przekaz Popiołu i diamentu był jednak nadal z powodzeniem powielany.

Wspomniany Krzysztof Kąkolewski wskazywał na natrętną i dominującą nad innymi książkami obecność Popiołu i diamentu w lekturach szkolnych w końcu lat dziewięćdziesiątych. Przez cztery dziesięciolecia – pisze – każdy młody Polak był przez nią przymusowo indoktrynowany. Musiał poznać treść książki, przyswajając sobie jej wymowę ideową. Uczniowie, zgodnie z programem nauczania, mieli pracować z Popiołem i diamentem w ramach takich zagadnień, jak: konteksty interpretacyjne, eseistyka i krytyka literacka, poszukiwania twórcze współczesnego filmu. Popiół i diament streszcza się jako: „Diagnozę rzeczywistości powojennej: pierwsze miesiące władzy ludowej i problem pokolenia akowców”. W teoretycznie wolnej Polsce mamy więc do czynienia z myśleniem właściwym dla marksistów czy neokomunistów, dla których faktycznie pierwsze miesiące powojenne sowieckiej okupacji były po prostu sprawowaniem władzy ludowej. „Błędne jest też mówienie o zawężonym do młodzieńców – pokoleniu akowców. W tej liczącej prawie pół miliona żołnierzy podziemnej armii były przecież wszystkie grupy wiekowe – od dzieci po sześćdziesięciolatków. Z kolei określanie »problemem« pokolenia akowców systemu więziennictwa, sądownictwa, po brutalną przemoc i terror, jaki ich dotykał, jest jak z propagandy antypolskiej tamtych dni” – stwierdza Kąkolewski[16].

Klasyk polskiego felietonu Antoni Słonimski ukuł określenie „wajdalizm”, zarzucając Wajdzie niszczenie polskiej tradycji poprzez fałszowanie naszej narodowej historii.
Z drugiej strony Adam Michnik, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”, określa Wajdę strażnikiem polskiej prawdy, artystą, który kształtował polską duchowość
i „(…) w najtrudniejszych czasach umiał mówić o nas, do nas i za nas”[17]. Powiedz mi, co sądzisz o Popiele i diamencie, a powiem ci, kim jesteś – chciałoby się powiedzieć. W trwającym sporze między trzecim pokoleniem UB a trzecim pokoleniem AK to całkiem dobry papierek
lakmusowy.

Wystawa w Muzeum Narodowym w Krakowie poświęcona twórczości Andrzeja Wajdy, podobnie jak film Popiół i diament kunsztownie i precyzyjnie zaprojektowana, utrwala „właściwy” przekaz. W 2019 r., w sali poświęconej filmowi, tak jak w 1958 r. dowiadujemy się, że jest on „najwybitniejszym opisem losu Żołnierzy Wyklętych. W ostatnich chwilach wojny młody akowiec Maciek Chełmicki musi wykonać jeszcze jeden rozkaz: zabić. Po czasach wojny chce przede wszystkim kochać i żyć, ale musi wciąż walczyć, pamiętać o poległych i poświęcać swoje życie”. Ten opis towarzyszy wyświetlanej scenie z Popiołu i diamentu w kaplicy. Ani słowa prawdy na temat tamtych dni.

przypisy
[1]https://wykleci.ipn.gov.pl/ [dostęp online: 16 października 2019].

[2]Stalinowskie obozy pracy w Polsce, https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/817104,Stalinowskie-obozy-pracy-w-Polsce [dostęp online: 16 października 2019].

[3]J. Dębiński, Komunistyczne obozy koncentracyjne w Polsce pojałtańskiej, „Studia Włocławskie” 16 (2014), s. 60-63.

[4]G. Łęcicki, Ewolucja obrazów totalitaryzmów XX wieku na przykładzie filmów fabularnych oraz seriali telewizyjnych, „Studia Theologica Varsaviensia” UKSW 1/2017, s. 75-76.

[5]J. Wojnicka, Film w kulturze sowieckiej lat 1956-1968, Kraków 2012, s. 19.

[6]G. Chojnacki, „Studia Paradyskie” 2018, t. 28, s. 145.

[7]G. Łęcicki, Ewolucja obrazów totalitaryzmów XX wieku…, op. cit., s. 89.

[8]P. Włodarski, Pan Andrzej. Opowieść dokumentalna o Andrzeju Wajdzie, Łódz 2001, s. 64.

[9]G. Łęcicki, Ewolucja obrazów totalitaryzmów XX wieku…, op. cit., s. 84.

[10]K. Kąkolewski, Diament znaleziony w popiele, Poznań 2015.

[11]Popiół czy diament? – prezentacja prof. Piotra Juszkiewicza (21.04.2015), https://www.youtube.com/watch?v=EZtMG_VhETg&t=2256s [dostęp online: 16 października 2019].

[12]L. Żebrowski, Dla Niepodległej. Żołnierze Wyklęci 1944-1963, pod red. D. P. Kucharskiego i R. Sierchuły, Społeczny Komitet Upamiętniania Żołnierzy Wyklętych w Poznaniu, s. 38.

[13]P. Włodarski, Pan Andrzej. Opowieść dokumentalna…, op. cit., s. 56.

[14]Ibid., s. 59.

[15]G. Herling-Grudziński, Dziennik pisany nocą 1980-1983, Warszawa 1990, s. 214.

[16]K. Kąkolewski, Diament znaleziony…, op. cit., s. 7-8.

[17]A. Michnik, Andrzej Wajda – strażnik polskiej nadziei, http://wyborcza.pl/1,75968,20818523,straznik-polskiej-nadziei.html [dostęp online: 16 października 2019].