Kilka miesięcy temu rozgorzała dyskusja o opublikowanej niedawno książce Pawła Lisickiego „Epoka Antychrysta”. Słowo „dyskusja” brzmi nieco na wyrost. Zarówno powieść, jak i przede wszystkim sam autor, zostali skrytykowani niewybrednym językiem zarówno przez środowiska związane z katolicką publicystyką („Przewodnik Katolicki”, „Więź”), jak i liberalne portale (gazeta.pl, natemat.pl).

Bartosz Świderski w portalu natemat.pl posunął się do wyrażenia odważnej myśli: „Jak się bowiem okazuje, to twórczość wyjątkowo niesmaczna i zmuszająca do refleksji nad tym, kim naprawdę jest redaktor naczelny „Do Rzeczy” i jeden z czołowych publicystów prawicy” 1. Autor stwierdził, iż „(…) w „Epoce Antychrysta” Paweł Lisicki dał taki upust swej fantazji, że wyszły z tego głównie wyuzdane wizje erotyczne i skrajnie wulgarne okazje do wyżycia się na osobach o innych przekonaniach” 2.

Książka została, pisząc najogólniej, odczytana jako atak autora na osoby o liberalnych poglądach. Jednocześnie ma stanowić świadectwo fałszywej i ograniczonej, wręcz stereotypowej wyobraźni „prawicowego” publicysty na temat przedstawicieli mniejszości seksualnych i ich erotycznych praktyk. Niemal wszyscy autorzy komentujący utwór zupełnie pomijają konwencję powieści dystopijnej, powieści science-fiction, jak i karykaturalny charakter świata w niej przedstawiony (podkreślany wielokrotnie przez samego pisarza).

O ile nie szokuje mnie płytkie odczytanie tej powieści przez osoby związane z światopoglądowo liberalnymi mediami czy też zwrócenie przez nich uwagi przede wszystkim na karykaturalną wizję bezgranicznej seksualnej (do)wolności przedstawioną w powieści, o tyle zatrważające wydają mi się interpretacje postawione w kręgach kulturalnych o zgoła innej proweniencji. Interpretacje pomijające przede wszystkim eschatologiczne przesłanie powieści, a zwrócone głównie ku doczesności. Czy może właściwiej – interpretacje zarzucające autorowi, iż w jego książce „teologia jest na poziomie szkolnych problemów katechetycznych” – jak twierdzi Monika Białkowska w „Przewodniku Katolickim” (artykuł o wymownym tytule – Paweł Lisicki sięgnął bruku).

Publicystyka tygodnika zasugerowała, iż celem Lisickiego było wywołanie kontrowersji (co według niej się nie udało, gdyż w tym samym czasie film Kler „wyczerpał społeczne zapotrzebowanie na skandal”3. Autorka twierdzi także, iż książka „Lisickiemu zapomniana być nie może”, „Lisicki na kościół Franciszka się nie zgadza i uważa, że Jorge Bergoglio prowadzi go prostą drogą do upadku”, „Lisicki się nie wstydzi”. W recenzji książki nie brakuje zgryźliwych porównań, np. „Próby przebrnięcia (…) prowadzą do wniosku, że listy pasterskie polskiego episkopatu są perełkami epistolografii”. W opinii autorki książka jest „wylaniem kubła z fekaliami na głowę czytelnika”. Autorka sugeruje nawet, iż autor w obawie przed wstydem „pisał i wydał” (!) książkę w tajemnicy (sic!). Publicystka jawnie przeciwstawia też wizję „otwartego kościoła” – proszę zwrócić uwagę na retorykę – kościołowi, który „zamyka się zalękniony w obronie status quo sprzed wieków”. Pisze:

Kościół, który nie zamyka się zalękniony w obronie status quo sprzed wieków, ale świadomy skarbów, które posiada, zanosi je do nowego świata i do nowych ludzi – to Kościół, który wydaje się nie mieścić w głowie Pawła Lisickiego 4.

Zatem wierność tradycji Kościoła i jego dogmatom wynika z zamknięcia i zalęknienia? A chęć utrzymania ich warunkowana jest tylko sentymentem do „dawności” samej w sobie? W mniemaniu autorki ortodoksyjni katolicy to nie tylko zamknięci i zalęknieni osobnicy, ale może nawet nihiliści (odsyłam do tekstu Pawła Grada – Czy konserwatyzm jest nihilizmem?5. Niezwykle to wartościująca wizja.

Autorka zdobywa się nawet na wysnucie odważnej hipotezy, iż:

Jestem przekonana, że gdyby na okładce Epoki Antychrysta pojawiło się nazwisko nie Lisickiego, ale Adama Nergala Darskiego czy Doroty Nieznalskiej, nikt nie pomijałby jej pełnym zażenowania milczeniem, a doniesienie o popełnieniu przestępstwa obrazy uczuć religijnych leżałoby już na biurku prokuratora 6.

Hipoteza odważna i postawiona bez zaprezentowania żadnych przesłanek (mniejszych lub większych) do niej prowadzących. Można bowiem to stwierdzenie odwrócić i zapytać, czy możliwe jest, by Pan Adam Darski taką książkę w ogóle napisał. Zdaje się, że nie – odpowiadając na tak postawione pytanie dotykam jednak istoty książki Lisickiego rozumianej tutaj nie tylko jak dzieło literackie (o konwencjonalności literackiej omawianego dzieła jeszcze nb. przyjdzie powiedzieć słów kilka).

Twierdzę bowiem, że pan Adam Darski nie byłby w stanie napisać omawianej tutaj pozycji beletrystycznej. Owa niemożność nie wynika jednak z braku umiejętności warsztatowych, czy z zakresu techniki literackiej, ale z elementarnej różnicy – rzec należy – natury ontologicznej, która w sposób jaskrawy odgranicza (czy też odgraniczałaby) książkę autorstwa lidera grupy Behemoth i powieść Lisickiego. Antychryst Nergala to mroczny władca ciemności, pobłażający i aprobujący zarówno rozwiązłość, jak i hedonistyczną wizję świata. Epoka Antychrysta w rozumieniu Darskiego – jak twierdzę tutaj na podstawie jego innych realizacji artystycznych – byłaby epoką porażki i katastrofy chrześcijaństwa, kresu jego cywilizacyjnej i dziejowej misji. Tam, skąd usuwa się chrześcijaństwo, skąd dezerteruje – tam wkracza Antychryst Darskiego. Jego epoka jest epoką ostateczną, końcem historii. Tuż pod koniec recenzji autorka „wydała wyrok”:

Lisicki przestał być publicystą, z którym się można zgadzać lub nie. W Epoce Antychrysta pokazał przerażającą twarz: wulgarną, wyuzdaną, pełną nienawiści – i myśl daleką od katolickiej 7.

Wizja Lisickiego jest elementarnie odmienna. Książka widziana podług klucza ewangelicznego odsłania przed nami swój zasadniczy przekaz, umocowane w eschatologii przesłanie i nowinę o konieczności czasów zamętu, po których nastanie Królestwo Niebieskie. Epoka Antychrysta jest bowiem częścią soteriologicznego i eschatologicznego planu zbawienia ludzkości, którego głosicielem jest Kościół i Jego wierni. Możemy odnajdywać opisy wszelkich orgii czy dewiacji prezentowanych przez Lisickiego jako przesadne, wręcz obsceniczne. To jasne. Jednak tak samo przesadnymi i obscenicznymi wydadzą się nam praktyki czasów ostatecznych – czasów zwątpienia, po których jednak nastaną czasy Królestwa – będące swoistym bezczasem, przestrzenią pozbawioną działania upływających minut – czymś, czego nie jesteśmy w stanie w pełni opisać, ale co nadejdzie. Lisicki bowiem na płaszczyźnie podstawowych sensów nie mówi nam nic, co nie stałoby w Katechizmie i Piśmie Świętym.

Możemy się krzywić na zastosowany język, czy techniki literackie, ale w moim odczuciu jest to zabieg celowy, swoiście gargantuiczny, hiperbolizujący pewne zjawiska, w celu uzyskania pełnego obrazu dziejów. Głos Lisickiego w końcu jest w tej kwestii bowiem ważnym głosem opowiadającym się po stronie eschatologii i całościowej wizji dziejów. Jak bowiem dowodzi Krzysztof Rutkowski w szkicu zamieszczonym na łamach kwartalnika „Kronos”:

Mysterium inquitatis w 2 Liście do Tesaloniczan jest dramatem historycznym (po grecku mysterion znaczy: „akcja dramatyczna”), który rozgrywa się w każdej chwili i w każdej chwili waży się los całej ludzkości, jej zbawienie lub upadek, bo każdy moment jest „momentem wiecznym”8.

Pytanie: po co Lisicki w swej powieści epatuje wizjami orgii, nierządu czy nieprawości jest pytaniem słusznym, ale przeniesionym z innego porządku. Pytanie o sens tych wydarzeń będzie pytaniem, które będzie stawiał sobie Kościół w dniach próby. I  częściowo już sobie stawia. Odpowiedź może wówczas być jedna: niestrudzenie należy stać na stanowisku, że historia nie jest niezrozumiałą i mętną gonitwą czasu, ale że posiada sens. Tym bowiem różni się chrześcijańska wizja czasów od greckiej czy rzymskiej: nadaje historii (często niejawny z naszej perspektywy) sens.

Ponadto jawnie dystopijna struktura całości powieści nakierowuje nas na jeszcze jeden wymiar czasu w powieści Lisickiego. Jest to możliwość przewidywania nadejścia Królestwa na podstawie widomych czasów doczesnych. To, co jest nam dane do oglądu w widzianym przez nas wycinku historii, jest częścią Boskiego planu zbawienia. Nie ma więc żadnej przeszkody, by z takich czy innych zdarzeń budować wizję eschatologiczną. To czyni Lisicki – jednoznacznie wskazując na to zarówno tytułem, konstrukcją książki, jak i zastosowaną techniką powieściową. Powiedzieć, że publicystka katolickiego czasopisma nie zrozumiała całościowego wymiaru tej książki, to nic nie powiedzieć.

Z podobnym niezrozumieniem spotyka się autor powieści w momencie, gdy pani Białkowska przystępuje do opisania wątku dotyczącego dowodów o (nie)zmartwychwstaniu Chrystusa. Autor wiedzie nas przez historię, przedstawiając różne, zadomowione już w historii techniki dowodzenia o tym, że w rzeczywistości Chrystus nie zmartwychwstał. Autorka recenzji stwierdza jednak z rozczarowaniem, że wątek ten jest nudny jak flaki z olejem, a wszystkie przytaczane argumenty są znane i niezmienne od lat.

„To teologiczna mizeria” – wyrokuje publicystka – dowodu nowego autor nie znalazł, Chrystus zmartwychwstał prawdziwie – chciałoby się dopowiedzieć. I – by była całkowita jasność. Nie odmawiam autorce wiary w Zmartwychwstanie Chrystusa. Jednak nieodczytanie tego fragmentu książki stanowi w moich oczach rażący błąd interpretacyjny. Bez zrozumienia tego elementu daremna jest próba ujęcia całości.

Wątek ten jest bowiem jawnie apologetyczny, wracający do źródeł – tak samo jak do źródeł kieruje nas autor, zwracając naszą uwagę na eschatologiczny wymiar historii. W obliczu nieobalonego faktu zmartwychwstania Chrystusa, przemienić się wszak musi wizja czasów i logika nadejścia Antychrysta: tam, gdzie było zwątpienie pojawia się nadzieja, absurd zostaje zastąpiony przez sens, a nieprawość zostaje strącona przez sprawiedliwość.

Chciałabym być dobrze zrozumiana. Nie bronię wartości tej książki jako dzieła literackiego, gdyż nie jest to proza wagi ciężkiej. Nie jest to również grafomania. Zależy mi jednak na zwróceniu dyskusji o niej na właściwe tory, tzn. bez obrażania autora, przypisywania mu nieprawdziwych intencji. Szczerze wątpię w to, czy autorowi zależało na rozgorzałej dyskusji o tej książce w środowiskach literackich czy też wpisaniu jej w kanon polskiej literatury najnowszej. Lisicki stawia natomiast nie zawsze popularną w kręgach konserwatywnych tezę, iż to od samych katolików przede wszystkim zależy wierność i trwałość w Kościele założonym przez Jezusa Chrystusa na Ziemi (autor niedawno w Radio Poznań powiedział, iż: „nie ma czegoś takiego jak kościół Franciszka, kościół Benedykta XVI, kościół Jana Pawła II. Jest kościół założony przez Jezusa Chrystusa na Ziemi”9. Jak pisał Houellecbeceq w Uległości:

„każda cywilizacja umiera śmiercią samobójczą” – i o tym jest ta książka.

przypisy

[1] Https://natemat.pl/255963,epoka-antychrysta-lisickiego-wyuzdany-seks-i-wulgarny-atak-na-przeciwnikow  [dostęp online: 27 lutego 2019 roku].

[2] Https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2018/Przewodnik-Katolicki-44-2018/Wiara-i-Kosciol/Lisicki-siegnal-bruku [dostęp online: 27 lutego 2019 roku].

[3] Jak wyżej.                                             

[4] Jak wyżej.

[5] P. Grad, Czy konserwatyzm jest nihilizmem?, https://teologiapolityczna.pl/pawel-grad-czy-konserwatyzm-jest-nihilizmem-tpct-49- [dostęp online: 27 lutego 2019 roku].

[6] M. Białkowska, dz. cyt.

[7] Jak wyżej.

[8] K. Rutkowski, Misterium. Prze-powieść o końcu czasów według Giorga Agambena, „Kronos” 2018, nr 2, s. 178.

[9] Https://www.radiopoznan.fm/informacje/kultura/arsenal-kultury [dostęp online: 27 lutego 2019 roku].