Ta recenzja miała wyglądać inaczej. Chciałem pisać o wysokim poziomie artystycznym znacznej części dzieł fundamentalnych dla sztuki polskiej pierwszej połowy XX w., zgromadzonych w salach Muzeum Narodowego. Jednak – jak mawia mój znajomy – „pisanie o plastyce jest tańczeniem o architekturze”. Nie widzę sensu w przybliżaniu tutaj wizualnej siły prac Malczewskiego, Wojtkiewicza, Hulewicza i wielu innych. Zamiast tego odniosę się do istotnego kontekstu wystawy – wszak wpisującej się w obchody Stulecia Odzyskania Niepodległości, zwieńczone ćwierćmilionowym Marszem, który przeszedł 11 listopada pod oknami Muzeum Narodowego. Wystawa „Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918”, prezentująca dzieła powstałe w pierwszej ćwierci XX w., zaskakująco związana jest z dzisiejszym konfliktem „polsko-polskim”. Kurator wystawy – Piotr Rypson, w zgrabny sposób połączył w ekspozycji dwa sposoby kształtowania historycznej narracji – schlebiając tym samym zarówno liberalno‑lewicowym krytykom sztuki, jak i deklarującej przywiązanie do konserwatywnych wartości partii rządzącej. Inna sprawa, że uczynił to kosztem obiektywnego spojrzenia na okoliczności wydarzeń sprzed stu lat, doprowadzając do marginalizacji głosów i tak skutecznie tłumionych w bieżącej debacie publicznej.

Tytuł pokazu, moim zdaniem ironicznie nawiązujący do Marszu Niepodległości, odnosi się bezpośrednio do wiersza Juliusza Słowackiego Szli krzycząc: Polska! Polska!:

Szli krzycząc: „Polska! Polska!” – wtem jednego razu
Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach wyrazu;
Pewni jednak, że Pan Bóg do synów się przyzna,
Szli dalej krzycząc: „Boże! Ojczyzna! Ojczyzna!”.
Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka,
Spojrzał na te krzyczące i zapytał: „Jaka?”[1]

Kontekst przywołanego utworu polskiego wieszcza skłania do postrzegania wystawy w Muzeum Narodowym jako krytyki bezrefleksyjnego patriotyzmu, manifestowania  przywiązania do Polski wyłącznie poprzez eksponowanie symboli narodowych, kosztem zaniedbania codziennej pracy dla ojczyzny. Potwierdzają to słowa kuratora – „głównym zamierzeniem tej wystawy było odejście od pewnej sztampy w sposobie widzenia niepodległości i stylu jej honorowania. To sztampa ukształtowana dawno temu przede wszystkim w kręgu Legionów i sztuki legionowej, która stała się kanonem w latach międzywojennych”[2].

Postawienie pytania o wizje polskości w kontekście Marszu Niepodległości implicite potwierdza recepcja wystawy wyrażona w powstałych dotychczas recenzjach. Aleksander Hudzik na łamach „Newsweeka” w komentarzu do wystawy (a także do równolegle trwającej ekspozycji w warszawskim MSN) pisze: „morałem, który można z nich wynieść jest choćby to, że wszyscy chcemy tworzyć wspólnotę, tyle że dla niektórych nie mieści się ona jedynie w hasłach „Bóg, Honor i Ojczyzna”[3]; Katarzyna Chimiak z „Więzi” nie owija w bawełnę, pisze: „to niezwykły zbiór artystycznych świadectw epoki, które razem tworzą obraz wyłamujący się ze schematów, do jakich przyzwyczaiła nas polityka historyczna i kulturalna obecnej władzy”[4].

Wystawę otwierają monumentalne w skali fotografie Piotra Uklańskiego prezentujące sceny z Marszu Niepodległości z 2016 r., które z niezrozumiałych dla mnie powodów stanowią „problem” dla części odbiorców. Wspomniana redaktorka „Więzi” pisząc o wystawie, zaznaczyła: „Kto zniechęcił się do niej z góry, dowiedziawszy się, że część ekspozycji stanowią wielgachne fotografie z ubiegłorocznego Marszu Niepodległości, popełnia duży błąd”. Były minister obrony narodowej w rządzie Platformy Obywatelskiej – Tomasz Siemoniak, zamieścił na portalu społecznościowym zdjęcie muzealnego holu z pracą Uklańskiego z ironicznym komentarzem: „Tak Muzeum Narodowe wita zwiedzających wystawę na 100 lat odzyskania niepodległości”.  Jego komentarz zripostowała felietonistka „Krytyki Politycznej” – Kaja Puto, pisząc, że tym razem uderzenie w „pisowską” wystawę jest chybione[5].

Krytyka fotografii Uklańskiego skłoniła kuratora do publikacji sprostowania tłumaczącego, że ani on, ani instytucja, którą reprezentuje „w najmniejszym stopniu nie sympatyzują ze środowiskami prezentującymi postawy nacjonalistyczne”[6]. Jednocześnie kurator ubolewał nad obecnością prób „zawłaszczenia Marszu Niepodległości przez nacjonalistów” i zadeklarował, że „muzeum jest dla każdego”.

Rypson odżegnuje się stanowczo od „nacjonalistów” (rozumianych umownie, co stanowi normę polskiej debaty publicznej), wkradając się w łaski liberalno-lewicowych obserwatorów świata sztuki. Jednocześnie nie może pozwolić sobie na otwartą krytykę patriotycznej narracji rządu – wszak Muzeum Narodowe jest instytucją podległą MKiDN. Kurator prezentuje „Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918” jako wystawę ponad podziałami, łączącą wszystkich Polaków. Rzućmy okiem na ekspozycję i sprawdźmy jak wspomniane deklaracje mają się do rzeczywistości…

Zwiedzającego wita dzieło Jacka Malczewskiego „Hamlet polski. Portret Aleksandra Wielopolskiego”, rozbudzające apetyt na wysoki poziom artystyczny pozostałych prac. Wystawę podzielono na dziesięć części, przyjmując za klucz zarówno chronologię – czas krótko przed odzyskaniem niepodległości i odradzające się państwo, a także zagadnienia problemowe: „Przed wielkim jutrem”, „Rewolucja 1905”, „Okropności wojny”, „Legiony Polskie i wojna w sztuce”, „Żołnierze, sosny i mogiły”, „Niepodległa Polska”, „Nowa sztuka”, „Wojna z bolszewikami i walka o granice”, „Powołanie sejmu i zabójstwo prezydenta” oraz „Kult Wodza”. W każdej części odnajdziemy interesujące dzieła, przypominające o bogatej i różnorodnej tradycji polskiej sztuki współczesnej – od konstruktywistycznych poszukiwań Henryka Berlewi po czerpiącą z folkloru Zofię Stryjeńską, naiwne „Wskrzeszenia Piotrowina” Tadeusza Makowskiego i majestatyczną „Burzę” Zdzisława Jasińskiego, osadzoną w religijnej perspektywie „Pietę” Wacława Roguskiego oraz oddający napięte nastroje społeczne cykl grafik Witolda Wojtkiewicza z 1905 r. To oczywiście tylko subiektywny wycinek, wskazujący jednak na istnienie w polskiej sztuce nurtów, do których wciąż można wracać i odkrywać je na nowo.

Wiele wystawionych prac zachwyca, jednak stanowią one oczywisty wybór – zwłaszcza jako podręcznikowe przykłady dzieł powstałych w przywoływanych latach. Trudno mówić o polskiej sztuce pierwszych dwudziestu lat XX wieku bez prezentacji dzieł Wojciecha Kossaka, Władysława Skoczylasa, Witkacego czy wspomnianego już Jacka Malczewskiego. Zdecydowanie istotniejsze z punktu widzenia oceny kuratorskiej pracy jest rozłożenie akcentów na zaprezentowane wątki, a także wskazanie na głosy, których na wystawie zabrakło.

Znaczny fragment ekspozycji odnosi się do wystąpień rewolucyjnych w 1905 r. Mowa o społecznej reakcji na „krwawą niedzielę”, czyli brutalne stłumienia manifestacji robotniczej w Petersburgu 22 stycznia 1905 r., które doprowadziło do demonstracji ulicznych w miastach zaboru rosyjskiego. Chociaż w tekście kuratorskim Rypson zaznacza, że wydarzenia roku 1905 roku nie miały znaczącego wpływu na sztukę tego czasu[7], to na wystawie postanowiono poświęcić im całą osobną część. Bezspornym wątkiem podjętym na ekspozycji jest temat I wojny światowej i wynikająca z konfliktu zmiana sytuacji międzynarodowej, umożliwiająca odzyskanie przez Polskę niepodległości. Celem organizatorów było – przypomnijmy – „odejście od pewnej sztampy w sposobie widzenia niepodległości i stylu jej honorowania”, czego wyrazem jest część „Okropności wojny”, skupiona na przedstawieniu cierpień ofiar konfliktu. Tutaj znów nadrzędny wobec dzieł sztuki wydaje się być podjęty temat. Jak w recenzji zauważa Monika Kuc: „Polska sztuka w przeciwieństwie do zachodnioeuropejskiej miała zresztą skłonność, by mówić o niej [o wojnie, przyp. ms] raczej metaforycznie niż bezpośrednio i brutalnie”[8]. To tłumaczy, dlatego znaczną część „Okropności wojny” stanowią rysunki Abla Panna, Ericha Erlera, Georga Gelbke, Oscara Grafa czy Ericha Grunera, którzy z Polską sztuką nie mają wprawdzie wiele wspólnego, ale przedstawiają sceny w makabrycznej manierze rodem z grafik Francisca Goi. Rodzimi artyści temat wojny przedstawiają mniej bezpośrednio – co nie umniejsza emocjonalnej siły wyrazu dzieł – jak w przypadku odwołujących się do chrześcijaństwa grafik Władysława Skoczylasa, dramatycznej „Walki” Edwarda Wittiga czy metaforycznych dzieł Jana A. Neumana.

Wobec deklarowanego „odchodzenia od sztampy” trudno zrozumieć znaczną ilość przykładów sztuki legionowej, wypełniających kolejne sale Muzeum. Podniosłym szarżom konnym i spoglądającym dumnie z portretów polskim żołnierzom, zestawionych z wizerunkami drzew melancholijnie rozpościerającymi konary zdecydowanie bliżej do odrzucanego przez kuratora romantycznego wizerunku zmagań wojennych, niż werystycznego oddania dramatu wojny z grafik Panna, Erlera i innych. Zaproponowana przez Rypsona narracja nie wytrzymuje konfrontacji z tendencjami widocznymi w dziełach polskich artystów omawianego czasu. I wojna światowa w świadomości odzyskujących ojczyznę Polaków była wydarzeniem wyjątkowym – pomimo dramatycznych okoliczności to właśnie rok 1918 przyniósł upragnioną Niepodległość. W tym kontekście zrozumiała wydaje się dominacja podniosłych i idealizujących przedstawień z czasu Wielkiej Wojny. Wizja przełomowego momentu dziejowego i bohaterstwa uczestników, osadzona często we wciąż oddziałującym wpływie młodopolskiej stylistyki, uległa syntezie w krzepiący mit odradzającej się państwowości. W tym kontekście brak konsekwencji w tworzeniu wystawy[9] zdaje się wynikać z nie do końca umotywowanej próby rewizji historii.

Problem mitologizacji i kształtowania historii nieuchronnie prowadzi do wątku marszałka Józefa Piłsudskiego. Monumentalna figura naczelnika pojawia się przed wejściem na ekspozycję, górując nad gośćmi wchodzącymi do muzealnego holu. Postać marszałka przewija się przez większość pomieszczeń wystawowych, poświęcono jej również osobną część, zatytułowaną „Kult wodza”. Rypson przy pomocy znacznej ilości dzieł mierzy się z mitem marszałka, eksponując zarówno reprezentacyjne wizerunki oraz wizje dostrzegające w Piłsudskim Nietzscheańskiego „nadczłowieka”. Dzieła ukazują kierunki kreacji postaci naczelnika, czasami zadziwiając bombastyczną skalą, innym razem są bliskie karykaturalnemu ujęciu, rozmijając się zarówno z dokonaniami politycznymi marszałka jak i jego wizerunkiem prywatnym (na co zwrócił uwagę w katalogu Łukasz Mieszkowski[10]).

Na wystawie pojawia się niespełna czterdzieści wizerunków Piłsudskiego. Postać marszałka ujętą w charakterze obiektu kultu trudno odczytać inaczej niż jak ironiczne „mrugnięcie oka” do przeciwników obecnej władzy – określanej jako „grupa rekonstrukcyjna sanacji”[11]. Owo mrugnięcie polega na budowaniu skojarzenia pomiędzy Piłsudskim i Jarosławem Kaczyńskim jako postaci rodem z mitu i darzonych przez zwolenników ślepym uwielbieniem[12]. Z drugiej strony wielokrotnie przedstawiony na wystawie marszałek jawi się jako jedyny mąż stanu, nadludzki bohater przynoszący Polsce upragnioną niepodległość. Brakuje na wystawie pozostałych wizji, z których złożyła się niepodległa Polska – zarówno tych politycznych, jak i artystycznych (zastanawia brak dzieł Stanisława Szukalskiego i przedstawienia jego ekscentrycznej, lecz interesującej wizji polskości i polskiej kultury). Niemniej istotne dla zrealizowania idei niepodległości było chociażby stronnictwo Narodowo‑Demokratyczne, z którym wiąże się zaledwie kilka dzieł – w tym „Stańczyk” Stanisława Zawadzkiego, poddający w wątpliwość wojnę jako zagrożenie dla „substancji biologicznej narodu”. Koncepcja endecji, oparta na realizmie politycznym Romana Dmowskiego, paradoksalnie bliższa jest wizji Rypsona akcentującego „Okropności wojny”, prowadzące do odzyskania przez Polskę niepodległości. Mimo to dla kuratora wątki narodowe stanowią wyłącznie negatywny punkt odniesienia – świadczą o tym przede wszystkim część wystawy poświęcona zabójstwu prezydenta Gabriela Narutowicza[13] oraz zawarte w katalogu komentarze dotyczące Narodowej Demokracji, których członków miało rzekomo cechować zamiłowanie „do autorytaryzmu oraz nienawiść do socjalizmu i antysemityzm”[14]. Przypomnę, że prostując „nieprawidłowe” odczytanie pracy Uklańskiego, Rypson zaznaczył, że reprezentowane przez kuratora Muzeum Narodowe „w najmniejszym stopniu nie sympatyzuje ze środowiskami prezentującymi postawy nacjonalistyczne”. Wszystko po to – jak sądzę – aby przypadkiem nie zostać oskarżonym o sprzyjanie „złym narodowcom”.

W obliczu dominacji liberalno-lewicowych poglądów przedstawicieli artystycznego środowiska oraz deklarowanego przywiązania do konserwatyzmu rządu Prawa i Sprawiedliwości, kuratorowi udało się połączyć wodę z ogniem i nie narazić się żadnej ze stron. Dokonał tego, uderzając w grupę uwierającą wszystkie strony rozdzierającego dzisiejszą Polskę konfliktu, czyli narodowców. Ich rola w kształtowaniu kultury została na wystawie zmarginalizowana. Przedstawieni jako „antysemici”, sprowadzeni zostali do entuzjastów Eligiusza Niewiadomskiego, zabójcy prezydenta Gabriela Narutowicza. Wystawa wyraźnie utrwala krzywdzący stereotyp i wbrew deklaracjom organizatorów nie „jest dla wszystkich”, lecz dla tych, którzy mają jednakowe (jak kurator?) poglądy. Ekspozycji „Krzycząc Polska!” nie można potraktować jako wystawy rzetelnie stawiającej pytania o podstawy wywalczonej przed stu laty niepodległości. Konstrukcja i kontekst pokazu jawi się jako próba ułożenia się organizatorów wobec toczącego się sporu „polskich Tutsi i Hutu”. Inspirujący tytuł wystawy wiersz Słowackiego zwraca uwagę na potrzebę budowania konkretnej idei Polski. Do wydarzenia w Muzeum Narodowym niestety bardziej pasuje trawestacja utworu zaproponowana przez publicystę Rafała Ziemkiewicza, powstała przy innej okazji[15]:

Szli krzycząc Polska – aż tu nagle draka
Sam Bóg z mojżeszowego wychylił się krzaka
Spojrzał na te krzyczące i się pyta: jaka?
A oni nie przestając na chwilę drzeć ryja
Zakrzyczeli Boga: ch.. z tym, jaka – czyja!

przypisy

[1] J. Słowacki, Szli krzycząc: ,,Polska! Polska!”, [w:] tegoż, Dzieła wszystkie, red. J. Kleiner, Wrocław [i in.] 1960,  t. XII, s. 291.

[2] Https://dzieje.pl/aktualnosci/krzyczac-polska-niepodlegla-1918-nowa-wystawa-w-muzeum-narodowym [dostęp online: 11 grudnia 2018 roku]

[3] Https://www.newsweek.pl/kultura/krzyczac-polska-niepodlegla-te-dwie-wystawy-sztuki-z-okazji-100-lecia-trzeba-zobaczyc/k61x4zg [dostęp online: 11 grudnia 2018 roku]

[4] Http://wiez.com.pl/2018/11/20/niepodleglosc-i-wojna-krzyczac-polska-niepodlegla-1918-muzeum-narodowe/ [dostęp online: 11 grudnia 2018 roku].

[5] Https://www.tysol.pl/a25553-Felietonistka-Krytyki-P-szydzi-z-Siemoniaka-bo-wzial-wystawe-za-przyklad-niepodzielnych-rzadow-PiS- [dostęp online: 11 grudnia 2018 roku].

[6] Https://www.mnw.art.pl/aktualnosci/informacja-nt-pracy-krzyczac-polska-piotra-uklanskiego,492.html [dostęp online: 11 grudnia 2018 roku].

[7] P. Rypson, Krzycząc: Polska!, [w:] Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918, Warszawa 2018, s. 18.

[8] Https://www.rp.pl/Sztuka/310239935-Krzyczac-Polska-Niepodlegla-1918-wystawa-w-Muzeum-Narodowym-w-Warszawie.html [dostęp online: 11 grudnia 2018 roku].

[9] Zwracają na to uwagę również inni recenzenci. Zob. A. Salamon-Radecka, Eidos Polska, „Arteon” 2018, nr 12 (224), s. 10.

[10] Ł. Mieszkowski, Ostatnia ofensywa, [w:] Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918, op. cit., s. 403.

[11] Por. Ł. Warzecha, Sanacja oryginalna i jej kopia, czyli o „Złowrogim cieniu Marszałka”, https://dorzeczy.pl/historia/29853/Sanacja-oryginalna-i-jej-kopia-czyli-o-Zlowrogim-cieniu-Marszalka.html [dostęp online: 11 grudnia 2018 roku].

[12] Por. Ł. Mieszkowski, op. cit., s. 403.

[13] Por. P. Rypson, Zabójstwo prezydenta i ciało zabójcy, [w:] Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918, op. cit., s. 393-394.

[14] Ł. Mieszkowski, Pasjans endeka, [w:] Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918, op. cit., s. 117. Związek Narodowej Demokracji z antysemityzmem nie jest oczywisty i wynika raczej z rozumienia stosunku Romana Dmowskiego do Żydów bez uwzględnienia kontekstu historycznego. Por. M. Król, Roman Dmowski a modernizacja Polski, [w:] Realizm Roman Dmowskiego, red. R. Brzózka, Lublin 2010, s. 31.

[15] Https://niezlomni.com/hit-dzis-parafraza-slow-wieszcza-napisalby-slowacki-o-marszu-wolnosci/ [dostęp online: 11 grudnia 2018 roku].