Wiara i sztuka

Tak będę żyć, jak śpiewam w moich piosenkach…

Mahalia Jackson, Newport 1958.

tekst pochodzi z książki

Modern Art and the Death of a Culture

Jak przeżywa swoją wiarę chrześcijanin zanurzony w dzisiejszej kulturze? Postawmy to fundamentalne pytanie, patrząc z szerszej perspektywy: jak w pełni przeżyć życie, jak powinniśmy pracować w uniwersum boskiego stworzenia?

Pierwszą, najważniejszą powinnością chrześcijan jest działanie w relacji do danych nam struktur rzeczywistości. Były nam one dane wraz ze stworzeniem jako możliwości, jako otwarte drogi, jako normy, jako rama, w której możemy działać. Pojęcie struktur nie ma tu nic wspólnego z tak zwanym prawem naturalnym; cały świat jest stworzony przez Boga, w Chrystusie: „Na początku było Słowo,”[1] przez które Bóg stworzył świat.

Normy i dane nam struktury to otwarte możliwości. Nie mogliśmy mówić do momentu, kiedy zostaliśmy wyposażeni w zdolność mowy.
Jak zatem mamy przekazywać wiedzę? Możemy nauczać, podążając za danymi nam możliwościami uczenia i uczenia się w ramach danej nam struktury. Nie ma małżeństwa, nie ma ekonomii, nie ma modlitwy, nie ma też sztuki poza stworzeniem Bożym; wszystko zostało przez Boga uczynione możliwym,

więc dane struktury są horyzontem ludzkiego działania i tylko w nich możemy w pełni realizować swoją kreatywność. Bycie poza danymi nam strukturami oznacza bycie w oderwaniu od rzeczywistości. Do tej rzeczywistości należy wyobraźnia, fantazja, odkrywanie rzeczy niesłychanych i takich, o których nawet nie marzyliśmy. Bóg nam je dał, a wyobraźnia nie jest poza strukturami stworzenia.

Człowiek może żyć i tworzyć w ramach tych struktur i może to robić z radością oraz w wolności, w zgodzie ze swoją osobowością, ze swoim subiektywnym człowieczeństwem danym mu przez stwórcę życia. Człowieczeństwo oznacza realizowanie możliwości danych przez Boga, uświadomienie sobie tych możliwości dla realizacji dobrego małżeństwa, jeśli jest ono naszym powołaniem, realizacji dobrej pracy, radości z życia, z położonego w jednostce potencjału.
Oczywiście, grzech przeniknął do świata. Grzech, czyli niby-wolność od Boga. Niby-wolność od Boga czyni człowieka niewolnikiem wypaczonego prawa, które nabrzmiewa w ludzkim ciele.”A w członkach swoich dostrzegam inny zakon, który walczy przeciwko zakonowi, uznanemu przez mój rozum i bierze mnie w niewolę zakonu grzechu, który jest w członkach moich.”[2]
Chrześcijanin został uwolniony od grzechu przez Chrystusa, lecz dopóki pozostaje w pełnym grzechu świecie, musi walczyć o dobro w sposób pełen pokory i ponosząc ofiarę na każdym kroku, poszukując pokoju, pomagając uciśnionym, walcząc ze swoim własnym grzechem, aby mieć wolność i otwartość na owoce Ducha: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, dobroć, cierpliwość, łagodność, opanowanie, wierność”.[3] To jest prawdziwa wolność. Realizacja potencjału jednostki, działanie w miłości i wolności, w ramach danych nam struktur, walka z grzechem i jego skutkami to twórczość. Kreatywność artystyczna to jedna z wielu możliwych dróg kreatywności.

Jeśli jesteśmy kreatywni w tym pełnym znaczeniu, będąc nowymi mężczyznami i nowymi kobietami, dzieląc nowe zmartwychwstałe życie Chrystusa[4], wtedy owoce Jego nauki będą widoczne w naszym życiu, a to będzie miało skutki w świecie.
Nasze zadanie nie będzie realizowane w sposób perfekcyjnie doskonały; chrześcijanin to nie idealista, ale realista, w Biblii nie ma bowiem krztyny iluzji co do ludzkiej natury. Jeśli jesteśmy solą ziemi, to odegramy swoją rolę w swojej wspólnocie, uleczając, co było chore, po prostu czyniąc prawdę, działając zgodnie z wolą Bożą. Przyniesie to życie, wolność, wierność i prawo.
W taki sposób możemy zdefiniować chrześcijański wpływ na kulturę: jako owoc Ducha Świętego, jako sól ziemi w świecie. Jesteśmy powołani do bycia twórczymi w tym właśnie sensie. Jesteśmy powołani do niesienia krzyża. Ludzkość często woli ciemność od światła, niewolnictwo od prawdziwej wolności.
Czy chrześcijanie mają być pielgrzymami, swego rodzaju obcymi w tym ciemnym świecie? W pewnym sensie nie, bo stworzenie jest dziełem Bożym; należąc do Stwórcy, jesteśmy w nim jak w domu.
Dane nam struktury nie są dla nas frustrującym ciężarem, bo dobra nowina jest taka, że mamy wolność w całkowitej niewoli Chrystusa. Jak podkreślał wielokrotnie św. Paweł, Jezus przyszedł, aby nas wyzwolić. Zostaliśmy uwolnieni po to, żebyśmy byli tym, czym byliśmy pierwotnie.
Piękno, miłość, radość – wszystko to są dary Boże dla ludzkości, po to, by je podjęła i cieszyła się nimi. Człowiek zdeprawował i zrujnował te dary. A więc w innym sensie jesteśmy jednak obcymi w tym świecie. Jesteśmy obcymi, dopóki rządzi grzech, dopóki rządzi korupcja, niepraworządność, nieczystość, złośliwość, brzydota i chciwość. Zdajemy sobie sprawę zbyt ostro, że to wszystko jest w nas, i płacząc nad tym, pragniemy zmartwychwstania ciała.
Błogosławieni ci, którzy płaczą i którzy wiedzą, że nie są silni sami w sobie; ci, którzy pragnąc sprawiedliwości, zaczynają od swego własnego życia. Chrystus powiedział nam to poprzez błogosławieństwa.
Jeśli mamy trzymać się z dala od grzechu, żyć w czystości, oznacza to, że musimy rozumieć świat. W błędzie jest ten, który sądzi, że może trzymać się z dala od zagrożeń świata, wiodąc życie eremity. Żądza, morderstwo, cudzołóstwo i złośliwość, patrzenie z zazdrością, przewrotność, podstęp, niewierność, wyuzdanie, obelgi i pycha wypływają z wnętrza człowieka[5]. Ściany legalizmu nie zamkną tego w fortecy prawa ani żadne nakazy i zakazy tego nie uczynią, bo to Pan musi być naszą twierdzą, a naszym wrogiem jest duchowa siła zła i duch naszych czasów.
Nie możemy umywać rąk od całego zła świata i pozwolić mu kompletnie zgnić, będąc zbyt świętymi i duchowymi, aby się w niego zaangażować. Jesteśmy zaangażowani – to nasz grzech pomógł uczynić świat takim, jakim jest, jesteśmy więc odpowiedzialni.
Nawet jeśli nie zachowujemy się jak sól ziemi, nawet jeśli pozostajemy niezaangażowani, jeśli nie ponosimy ofiary i nie pragniemy sprawiedliwości, jesteśmy odpowiedzialni. Być chrześcijaninem oznacza być czystym w nieczystym świecie. Beznadziejne są próby bycia ponad złem, które jest wszędzie.
Próbując szukać nowego świata i nowego nieba, i nowej ziemi, nie możemy wyłączyć się ze świata tu i teraz. Nie mamy być tylko czystymi wśród nieczystości, ale także radosnymi i współczującymi w smutku świata.
Musimy zrozumieć, co jest z Boga, co jest złe, a co jest dobre. Nie próbujmy oceniać, Bożą sprawą jest ocena i osąd. Jezus nazwał swoich uczniów solą ziemi.

Chrześcijaństwo w sztuce

Jakie miejsce w tym świecie ma sztuka? Czy może być chrześcijańska sztuka dająca świadectwo przed inną sztuką? Czy jest w ogóle coś takiego jak sztuka chrześcijańska? Czy sztuka może być używana do celów chrześcijańskich?
Pochylając się nad bliskim mi problemem, podkreślam, że sztuka nie może być użyta do pokazania wagi chrześcijaństwa. To raczej ważność sztuki może być pokazana przez chrześcijaństwo.
We wcześniejszym rozdziale rozważałem trudność przedstawienia tematów biblijnych w sztuce, nie oznacza to jednak, że tematy chrześcijańskie są szczególnie trudne czy niemożliwe. Oznacza to tylko, że pojęcie „sztuka chrześcijańska” nie oznacza sztuki podejmującej biblijne lub inne chrześcijańskie motywy. Picasso namalował wiele ukrzyżowań, ale były to raczej przekleństwa niż dzieła wypływające z wiary.
Wiele tematów biblijnych było opracowanych w dobie renesansu w duchu humanistycznym i, oczywiście, prawie wszystkie herezje znalazły swoją formę w sztuce. Bycie sztuką chrześcijańską lub nie zależy nie tylko od tematu, ale jest kwestią ducha danego dzieła, która zawiera się w jego mądrości, w jego rozumieniu odzwierciedlanej realności.
Bycie chrześcijaninem nie oznacza też śpiewania alleluja przez cały dzień, ale dawanie świadectwa twórczości i odnowienia życia przez prawdziwą twórczość, tak więc obraz chrześcijański to nie ten, w którym wszystkie postacie mają aureole i śpiewają alleluja.
Sztuka chrześcijańska to nic specjalnego, jest to po prostu dźwięczna, zdrowa sztuka. To jest sztuka, która podąża za strukturami danymi przez Boga, taka, która ma pełne miłości widzenie rzeczywistości, która jest dobra i prawdziwa.
W pewnym sensie nie ma sztuki stricte chrześcijańskiej, można dokonać rozróżnienia tylko na złą i dobrą sztukę. Na sztukę, która jest dźwięczna i dobra, oraz tę, która jest pokrętna, dziwaczna i prezentuje fałszywy obraz rzeczywistości. Takie rozróżnienie nasuwa mi się niezależnie od gatunku sztuki.

Chrześcijanie, niezależnie od głębi i pełni swojej wiary, mogą produkować po prostu złą sztukę. Powodem tego może być grzech, wielka słabość lub po prostu brak talentu. Z drugiej strony niechrześcijanin może robić rzeczy piękne, pełne radości – oczywiście, kiedy tworzy, mając na względzie reguły, normy artystyczne, i kiedy pracuje w pełni swego człowieczeństwa, nie gloryfikując zła.
Tak więc oczywiście sztuka nie jest dobra tylko dlatego, że wiemy, iż artysta jest czy był chrześcijaninem. Jest dobra, jeśli uznamy ją za dobrą. Nie jest zła, nawet jeśli wiemy, że artysta nienawidził Boga.
Można by zrobić wystawę z pięknych dzieł Picassa. Taki pokaz prawdopodobnie nie odda sprawiedliwości duchowi, który przyświecał artyście w jego kreatywności, ale pokaże nam człowieka z humanistycznej perspektywy. Ludzie, nawet jeśli nie kochają Boga, nie stają się z tego powodu diabłami.
Nie oznacza to, że sztuka jest neutralna. Nie ma rzeczy neutralnej. Sztuka jest kreacją ludzką i jako taka jest ściśle związana z daną jednostką ludzką, z człowieczeństwem danej osoby. Dlatego sztuka pokazuje ducha danej osoby, jej wejrzenie w sprawę, jej poczucie piękna i wyobraźnię.
Czy to możliwe, aby piękna sztuka była owocem nieświętego, nieboskiego ducha? Historia pokazuje, że może tak być. Jednak w długiej perspektywie śmierć musi pokazać swoje oblicze. Przechadzając się dziś przez galerie sztuki, możemy rzeczywiście spotkać śmierć. Czasami sztuka przechodzi całą tę drogę, z muzyką Johna Cage’a, z obrazami Lucio Fontany oraz Yves’a Kleina, który pokazał swą wolność, robiąc obrazy z pustej błękitnej powierzchni – nic więcej.
Czy można robić sztukę – pustkę to jeszcze inna sprawa. We wszystkich tych pracach nazywanych przez samych artystów antysztuką mamy do czynienia z przypadkami granicznymi, które w finalnej analizie pokazują, że sztuka absolutnie antychrześcijańska i antyhumanistyczna w duchu umiera.
Istotą chrześcijaństwa jest odnowienie życia, powinno się więc dążyć także do odnowienia sztuki. Trwanie sztuki w tym sensie można pokazać poprzez chrześcijaństwo.
Sztuka jest ekspresją chrześcijańskiego rozumienia świata, ekspresja jest owocem Ducha, a w Nim są emocje i z Nim związane jest poczucie piękna. Chrześcijanie powinni pokazać, co znaczy żyć oraz co oznacza człowieczeństwo i odnowienie przez Chrystusa w każdym aspekcie bycia.

Rola sztuki

Sztuka nie potrzebuje uzasadnienia. Błąd wielu teoretyków (nie tylko chrześcijańskich) polega na tym, że obdarza się sztukę jakąś funkcją, udowadniając, że sztuka „coś robi”. A więc sztuka musi otwierać ludziom oczy, służyć jako dekoracja, proroctwo, pochwała czegoś, powinna mieć funkcję społeczną lub wyrażać jakąś ideologię. Sztuka nie potrzebuje takich uzasadnień; ma ona swoje własne znaczenie, które nie potrzebuje wyjaśnień, tak jak małżeństwo istnieje bez uzasadnień, jak ptak czy kwiat, morze, gwiazda czy rzeka. One wszystkie mają znaczenie tylko dlatego, że Bóg je stworzył.
Sztuka istnieje dlatego, że Bóg uznał, iż obdarowanie ludzkości sztuką jest dobre. Nie oznacza to, że sztuka nie może czasem uczyć, prorokować, dekorować i pomagać w społecznych relacjach. Sztuka to czyni, tak jak ptak może czasem być użyteczny lub życie człowieka może być szczególnie owocne i ważne dla jego społeczności.
Byłoby jednak fałszywe stwierdzenie, że tylko wtedy sztuka jest dobra, kiedy promuje chrześcijaństwo – byłby to utylitaryzm w wynaturzonym wydaniu.

Zarówno sztuki wizualne, jak muzyka mogą być użyte dla uświetnienia modlitwy, zwłaszcza bez dobrej muzyki trudno sobie wyobrazić wielbienie Boga. Obraz może także być użyty jako narzędzie ewangelizacji. Jednak sztuka jako taka nie potrzebuje uzasadnień.
Musimy być uważni, jeśli zamierzamy użyć sztuki do konkretnego celu, szczególnie celu chrześcijańskiego, takiego jak ozdobienie kościoła czy przyciągnięcie osoby niewierzącej; musimy wiedzieć, że jest to naprawdę dobra sztuka. Tania, marna sztuka oznaczać będzie tanie i marne wielbienie, tanie i marne przesłanie.

Twierdząc, że sztuka nie powinna być użyta jako pokazanie wagi chrześcijaństwa, miałem na myśli to, że to nie jest podstawowa wartość sztuki, ale jeśli będzie używana, musi dobrze służyć celowi i doskonale wypełnić postawione przed nią zadanie. Sztuka wyraża swoją własną wartość obok wartości, którą ma wyrażać.

Być może jednym z głównych problemów sztuki w naszych czasach jest obdarzenie jej niewłaściwą funkcją.
Kiedyś sztuka byłą sztuką – rzeczą, tym, co dziś skłonni jesteśmy widzieć jako sztuki stosowane w znaczeniu angielskiego słowa craft. Sztuka w znaczeniu art w tym rozróżnieniu ma wyższą funkcję. Jest pracą utalentowanych artystów, porównywalną z mocą poety i proroka. Takie postrzeganie sztuki było charakterystyczne w dobie renesansu w neoplatońskim sposobie myślenia, a jego fatalne konsekwencje przyszły później.
Nowoczesny rozdział między sztukami pięknymi – teatrem, poezją, literaturą, muzyką, malarstwem, rzeźbą – a sztukami użytkowymi: garncarstwem, tkactwem i im podobnym pochodzi z czasów najnowszych i jest wynikiem teorii sztuki wyrosłej w kręgach akademickich oraz koneserskich końca XVII w. Nieprzypadkowo zbiegł się ten podział z „zamykaniem pudełka”, czyli z początkiem oświecenia.
Dostrzeżenie dychotomii rzeczywistości, dualizmu pomiędzy obszarem nauki, a wyższym obszarem ludzkiej wolności, spowodowało, że sprawy kultury i sztuka były obdarzane nowym zadaniem. Sztuka stała się sztuką przez wielkie „S”; stała się wysoka i wielka, została najwyższym z ludzkich dążeń. Jednak w swej pseudoreligijnej roli stała się czymś tak płynnym, czymś tak oderwanym od rzeczywistości, realności i życia, że przeobraziła się w luksus – piękny, wyrafinowany, lecz bezużyteczny.
Gdybyśmy mogli przejść ponad tym fałszywym dualizmem między sztuką a nauką i zobaczyć na powrót sztukę jako przedmiot ze swym własnym trwaniem, sztuka odzyskałaby wolność jako część ludzkiego życia i odnowione byłoby jej znaczenie. Ani sztuka, ani piękno nie potrzebują uzasadnienia, ani też stawiania ich na piedestale. Są po to, by się nimi cieszyć, są wielkim darem Bożym.

Wartość moralna i wartość estetyczna

Wiele opinii definiuje dziś sztukę wyłącznie jako wartość estetyczną. Czy wartość estetyczna jest prawdziwym sercem sztuki? Czy takie jest jej prawdziwe znaczenie? Czy podstawowe znaczenie sztuki kryje się w liniach, formach i kolorach estetycznego żywiołu? Warto pochylić się nad tym pytaniem.

Przede wszystkim naprawdę abstrakcyjna sztuka to wielka rzadkość – wiele dzieł sztuki niefiguratywnej ma znaczenie poza wyrazem czysto estetycznym.
Zadziwiające, że artyści prawie bez wyjątku dokładają ogromu starań, aby coś wyrazić w swojej sztuce, nie zadowalając się samym elementem estetycznym. Dowodzi to tylko tego, że każda teoria idąca zbyt daleko w tym purystycznym i estetycznym kierunku pozostaje w oderwaniu od prawdziwej praktyki artystycznej. Oczywiście są prace koncentrujące się wyłącznie na wartościach estetycznych: materiałach, ornamentach, typografii, ale problem powstaje nie tylko w zetknięciu ze sztukami użytkowymi. Właściwe piękno, które można odnaleźć czasem w dobrej pracy tego obszaru sztuki, jest dokładnie tą jakością, którą nowoczesny artysta chciałby zniszczyć w swej antysztuce.
Sztuka, jak to się już teraz potocznie uważa, nie potrzebuje piękna. Cała ta dyskusja toczy się w zagubieniu, w poszukiwaniu sztuki czystej. Ci, którzy uważają, że sztuka nie potrzebuje piękna, mają tendencję do odrzucania wszystkiego, co nie jest czyste, co jest pozaestetyczne, czyli wszelką treść, realność, uczucia, słowem wszystko.
Z pewnością taka czysta sztuka musiałaby być abstrakcją, bo element estetyczny jest sam w sobie pojęciem abstrakcyjnym. Jednak czysta sztuka abstrakcyjna w tym sensie jest bardzo rzadka. Dlaczego mielibyśmy poszukiwać takiej sztuki abstrakcyjnej? Czy to czyszczenie sztuki nie pozbawia jej pełni i stałej konkretnej wartości?

Czym jest miłość (w relacjach kobiety i mężczyzny), jeśli nie relacją dwojga niepowtarzalnych jednostek? Jeśli, jak się uważa, podstawowym elementem człowieka jest jego racjonalność, jego mózg, czy nie należałoby odciąć resztę i zostawić sam mózg?
Człowiek wtedy przestałby istnieć. Dla wielu z nas pieniądze liczą się najbardziej w życiu, ale nie zadowalamy się przecież samymi pieniędzmi; chcemy konkretnych wartości, które pieniądze mogą kupić. Mówiąc o sztuce, nie mówimy o estetyce w sensie abstrakcyjnym; zajmujemy się pełnią zjawiska w całości życia, w której nawet jeśli piękno i estetyka jest ważna, jest jeszcze wiele innych elementów. Estetyka nie może być rozpatrywana w swojej pełni bez innych elementów, tak samo jak inne elementy nie mogą być widziane w oderwaniu od wartości estetycznych, bo otrzymują one artystyczne znaczenie połączone w artystyczną całość, w artystyczny sposób, właściwy sztuce.
Sztuka to skomplikowana struktura i nie zamierzam w tej książce przedstawić jej kompletnej analizy. Jako taka skomplikowana struktura egzystuje w konkretnych pracach w rzeczywistości, złączona z wielu elementów, i nawet jeśli może egzystować bez niektórych z tych elementów, jest często po prostu uboższa. Człowiek może żyć bez nóg, ale jego życie będzie pełniejsze, jeśli nie jest kaleki. Czysta sztuka to często sztuka uboga, nawet jeśli jest piękna.
Nasuwa się tu kolejne pytanie: Czy sztuka powinna być oceniana na dwóch poziomach, moralnym i estetycznym? Myślę, że nie. Po pierwsze, użycie pojęcia moralności wydaje się tu zbyt wąskie. Lepiej jest mówić o zawartości, ekspresji, portrecie rzeczywistości. Rzeczywistość jest tak skomplikowana, zarówno przez grzech i ludzkie błądzenie, jak niedoskonałość człowieka, że zawsze będzie naznaczona jakimś konfliktem wewnętrznym.
Człowiek może mieć wielką wiedzę oraz bogate życie wewnętrzne i precyzyjną wiedzę o tym, co chciałby wyrazić, ale zupełnie nie mieć możliwości ekspresji w formie artystycznej. Inny może być ubogi w wizje, nie mieć nic do powiedzenia, ale być superwrażliwy na kolor. Taki twórca namaluje obraz doskonały w kolorze, ale ubogi w treści. Tak więc jego praca wielka w kategoriach kolorystycznych będzie uboga w kategoriach treściowych.
Kiedy przyjrzymy się wielkim dziełom w historii sztuki, zobaczymy, że ich znaczenie tkwi w jedności piękna i idei, że idea zrealizowana jest w piękny sposób. Każda linia, każda plama, każdy kolor, cała kompozycja powstaje po to, by wyłożyć pewną ideę; nigdy ta idea nie będzie jaśniejsza niż przedstawiona w tym właśnie dziele z jego kolorem, kompozycją i wszystkimi innymi składowymi.
Każde pociągnięcie pędzla zbliża nas do idei wyrażonej w dziele. Kwestia ta powiązana jest ze starym problemem filozoficznym formy w odniesieniu do zawartości dzieła sztuki. Nie wchodząc w ten problem tutaj zbyt głęboko, mogę jedynie powiedzieć, że forma bez treści istnieć nie może, a treść bez formy. Dlatego, jak pokazał Marshall McLuhan, medium równa się znaczenie.
Tak postawione pytanie stawia fałszywy problem. Dzieło sztuki jest zbyt skomplikowaną strukturą, aby dało się analizować przez pryzmat jedynie dwóch kategorii: moralnej i estetycznej. Jeśli jest to dobre dzieło sztuki, jest ono jednością wielu elementów, a czytanie dzieła jest procesem odkrywania tego bogactwa.
Można postawić w tym miejscu inną kwestię związaną z tym starym problemem. Czy ohydna myśl może być wyrażona w pięknej formie?
Forma nie musi być piękna, lecz artysta może mieć cechy osobowości, które pozwolą stworzyć dzieło bardzo przejmujące i mocne w wyrazie. Jak widzieliśmy powyżej, odnosi się to do Picassa. Praca może być naprawdę okropna, może nas odstraszać ze względu na swoją wysoką jakość.
Lecz gdy forma naprawdę jest piękna, zło przez nią wyrażone może ukazać piękno jako rzecz przerażającą. Zła królowa w bajce powinna być zawsze brzydka, ale jeśli jest piękna, jej zło jest większym złem i cała koncepcja jest jeszcze bardziej przerażająca[6].
Możemy postawić to samo pytanie w inny sposób: Czy może być piękne dzieło z ohydną treścią? Odpowiedz brzmi: tak. Oczywiście są takie przykłady. Czy pasje Bacha mówią o czymś atrakcyjnym i pięknym? Treść Sądu Ostatecznego Michała Anioła albo grafiki Rembrandta Upadek rodzaju ludzkiego nie jest słodka ani urocza, nie daje przyjemności – ale są to wielkie dzieła sztuki.
Rubens namalował doskonałe dzieło Bitwa Amazonek, Goya stworzył grafiki – katalog deprawacji, Käthe Kollwitz stworzyła litografię o cierpieniu ludzkości – by wymienić dzieła uznane za najwyższej jakości. Co ze sztukami Szekspira, Marlowa, co z Doktorem Faustusem? Wszystkie mówią o grzechu, zbrodni, pysze; wszystko to jest złem i brzydotą, a jednak wszystkie one są piękne – pięknem jednakże takim, które nie oznacza słodyczy i sentymentalizmu, ani też piękna w kategoriach samego języka.
Piękno i prawda są nierozerwalnie ze sobą związane. Jest to szczególnie widoczne w prawdzie portretowania demonicznego jako demoniczne, na przykład w obrazie Grünewalda Kuszenie św. Antoniego, rozpaczy jako prawdziwej rozpaczy, jak w Sądzie Ostatecznym Rogera van der Weydena. Uznajemy to za piękno i doceniamy w tym piękno. Do prawdy należy też wejrzenie w wielkość i dobro boskiego stworzenia, ale też zrozumienie, że świat jest zbrukany grzechem; prócz chwały Bożej jest też przekleństwo nieuchronnego oddalenia się od Boga, nawet zagrożenie wiecznej separacji od Niego.
Chrystus jest prawdą – to jest fakt bardzo rzadko wystarczająco rozważany i doceniany. Prawda jest czymś więcej niż tylko prawdą w sensie konceptualnym, bo prawda w ostatecznym sensie jest czymś osobowym.
Chrystus jako prawda jest Barankiem Bożym, posłańcem Bożej chwały, odnowieniem stworzenia, tym, który będzie rządził wszystkimi narodami żelazną ręką[7]. Jaka jest różnica między pięknem tych strasznych prac a strasznością, którą znajdujemy w sztuce nowoczesnej?
Jest to kwestia prawdy. Sztuka nowoczesna często mówi o brzydocie boskiego stworzenia, o rozpaczy braku znaczenia tego, co w gruncie rzeczy ma ogromne znaczenie, o rozpaczy beznadziei, a więc będąc kłamstwem, nigdy nie będzie pięknem. Straszna myśl nigdy nie będzie prawdziwie piękna, bo kłamstwo to nie prawda, a tylko prawda jest piękna, kiedy jest pokazana w swej głębi i pełni.
Tutaj nie zajmujemy się łatwymi formułkami i tanimi ocenami (do dalszej dyskusji warto przeczytać rozdział VI, fragment o surrealizmie i rzeczywistości chrześcijańskiej), bo problem prawdy i piękna jest tak wieloaspektowy i skomplikowany jak sama rzeczywistość.

Normy i struktury w sztuce

Twórca musi podążać za normami sztuki i jej strukturami. Jak możemy komponować muzykę, na przykład używając „zorganizowanego hałasu”, by użyć najprostszej, niejako najniższej definicji muzyki?
Aby stworzyć obraz, musimy użyć szczególnego rodzaju jakości koloru, linii, plamy, znając zarazem ich potencjał znaczeniowy w czymś w rodzaju języka obrazowego, i utrzymać je w relacji, która cieszy oko. Wtedy obraz będzie piękny, nawet jeśli przedstawia coś, co nie jest piękne. Obraz może być poruszający, jak stare buty van Gogha albo cudowny wizerunek brzydkiej starej matki Dürera.
Ta treść stała się piękna z powodu wyrażonej miłości do obiektu. Miłość i piękno są ściśle związane, tak jak miłość i wolność są razem splecione. Miłość na siłę to nie jest miłość, jak pokazało wiele dzieł sztuki oraz samo życie.
Czy chrześcijanie, chcąc zrozumieć struktury i zasady sztuki, nie powinni poszukać ich w Biblii? Powinni, lecz nie powinni spodziewać się tam odpowiedzi precyzyjnej. Nowoczesny system sztuki nie istniał w czasach biblijnych i sprawy te nie były po prostu przedmiotem dyskusji. Nie znajdziemy też w Biblii wywodów na temat produkcji obuwia ani tkactwa. Doceniano wówczas piękno, czego dowodem są psalmy; mamy też opisy piękna świątyni. Jeden z pierwszych razów, kiedy znajdujemy odniesienia do Ducha Świętego, dzieje się to w relacji z człowiekiem, który był wypełniony duchem Bożym, inteligencją, wiedzą i zdolnościami do wszystkich sztuk[8].
Bóg nie dał nam szczególnych praw dotyczących sztuki ani dla żadnego innego elementu kultury. Te sprawy należą do ludzkich możliwości. Bóg je stworzył, utworzył i ustrukturalizował człowieka tak, że może on rozpoznać te możliwości. Bóg dał człowiekowi wolność i zadanie, aby te możliwości wypełniał.
Bóg zostawił człowieka, aby używał swych możliwości w swej wolności. Nie oznacza to braku norm w świecie sztuki. Niektóre z nich są oczywiste. Chcąc namalować obraz pełen smutku, będący wyrazem rozpaczy, artysta nie użyje rytmicznych plam o jasnych barwach; wyrażenie specyficznego nastroju wymaga odpowiedniego języka – albo się nie uda.
Projektując prywatny domek letni, architekt nie zaplanuje wysokiego budynku z pilastrami, jak gmachy użyteczności publicznej. Dobry artysta jest na to wrażliwy. Brzmi to prosto, ale to niełatwe. Dobra sztuka wynika z ciężkiej pracy. Wielka sztuka nie jest możliwa bez ciężkiej pracy; nie wystarczy talent, wyobraźnia – konieczny jest jeszcze charakter zdolny do nieustawania w wysiłku.
Charakter artysty i postawa wobec pracy – to jest najważniejsze… Normy dla sztuki nie są inne niż zasady dla całego życia.
Sztuka jest częścią życia, należy do niego, rządzi się tymi samymi zasadami. To, że artysta posługuje się pewnymi artystycznymi regułami, nie różni go od innych zawodów, aktywności. Rządzący muszą się posługiwać regułami państwa, motorniczy prawami ruchu drogowego; każdy musi wplatać reguły swojej dziedziny w struktury życia; człowiek jest zaprojektowany do wypełniania danych nam struktur – i to właśnie oznacza pełnię człowieczeństwa.
Taka postawa angażuje pełnię człowieczeństwa, którą odnowić przyszedł Chrystus. Jest to podsumowane przez św. Pawła w Liście do Filipian (4:8). Paweł naucza swych czytelników, aby myśli swe kierowali do tego, co jest prawdziwe, honorowe, czyste, piękne, wielkie, pełne chwały, godne nagrody. Jeśli to są normy dla ludzi, nie tylko dla chrześcijan, to są to też normy dla artystów.

Jak się to przekłada na sztukę? Co prawda oznacza w sztuce? Oczywiście prawda nie oznacza, że dzieło ma być kopią rzeczywistości. Sztuka nie jest nigdy kopią rzeczywistości i nie może nią być.
Sztuka zawsze jest interpretacją rzeczywistości: rzeczy widzianej, relacji, ludzkiej wewnętrznej rzeczywistości, doświadczonej emocjonalnie. Sztuka zawsze pokazuje dążenia artysty i jego wspólnoty w ich czasie; to, co widzi artysta i czego doświadcza jako ważne, nad czym warto się pochylić.
Dla człowieka średniowiecza krajobraz nie był ważny, dlatego nie przedstawiano go wówczas. Dla XVII-wiecznego Holendra ważna była nawet mała srebrna łyżeczka lub stłuczona szklanka tylko dla jej piękna, a czasem tylko dla subtelnego bliku światła na powierzchni. Oczywiście wielcy artyści w różnych epokach mogli tworzyć podobne dzieła, lecz zdolność widzenia jest sprawą duchową.
Artysta, który wykonał wspaniałe rzeźby w katedrze w Naumburgu, który tak indywidualnie potraktował modeli, był zapewne w stanie tworzyć portrety. Mimo to figury naumburskie nie były portretami, lecz reprezentacją osobistości żyjących długo przed powstaniem rzeźb. Mimo wszelkich potrzebnych umiejętności ani artysta naumburski, ani żaden inny artysta wówczas nie tworzył portretów. Czas nie był duchowo gotowy. Musiało minąć prawie pół wieku, aby człowiek stworzył pierwszy, ciągle jeszcze niepewny portret.
Przedstawienie czegoś oznacza uznanie czegoś za ważne, duchową gotowość i wolność, aby to dostrzec. Sztuka zawsze jest interpretacją, pewnym spojrzeniem na rzeczywistość. Dla człowieka żyjącego w danej epoce sztuka jawi się jako tak bliska naturze, że uznaje ją za kopię natury, ale wraz z upływem czasu widać dokonywanie wyborów, selekcje tematów, zmiany podejścia, rozumienie spraw charakterystyczne dla danego czasu.
XIX-wieczny naturalizm może wyglądać jak zapis fotograficzny, ale taka sztuka należy do pewnego nurtu duchowego, który charakteryzował się szczególnym podejściem do rzeczywistości.
Prawda w sztuce nie oznacza tworzenia dokładnych kopii, ale raczej pełne i bogate, i wieloaspektowe wejrzenie artysty w daną sprawę. Prawda to pełnia spojrzenia, pełen przekaz znaczenia. Naturalizm nie ma monopolu na prawdę; przekaże ją także gotyk, sztuka romańska, barokowa i ekspresjonistyczna.
Z tego samego powodu prawda nie oznacza przedstawienia każdego detalu w kategoriach naukowych, fizycznych, teologicznych oraz we wszystkich innych pozaartystycznych kategoriach. Mamy do czynienia z prawdą artystyczną. Hamlet mógł nigdy nie istnieć, ale Szekspir pokazał postać prawdziwą w odniesieniu do rzeczywistości, ludzkiego potencjału i charakteru.
Jeśli chcemy poddać Hamleta krytyce, musimy wykazać niekonsekwencje w jego charakterze, w sposobie, w jaki on jest przedstawiony. Nie można wskazać, że historyczny Hamlet nie był taki jak postać szekspirowska. On nie tylko nie był prawdziwy, on należy też do czasów Szekspira, nie do tych, w których żył. A więc także bajki mogą być prawdziwe, jeśli pokazują działanie człowieka w relacji do jego charakteru w systemie świata bajek.
W naszych relatywistycznych czasach powszechnie uważa się, że nie można mówić o prawdzie w sztuce, ale należy mówić o uczciwości. Artysta musi być uczciwy. Oczywiście, to jest minimalne wymaganie.
Artysta chcący ukryć swoje prawdziwe intencje, jeśli chce się popisać, jeśli tworzy obraz, aby przekonać widza do zafałszowanej rzeczywistości, maluje coś, co mógłbym nazwać obrazem salonowym, obrazy robiące wrażenie utrzymania w tradycji XVII-wiecznej. Wartości zawarte w tych obrazach są dla artysty martwe – to jest nieuczciwość.
Uczciwość można nazwać subiektywną prawdą. Artysta pokazuje swoją własną wizję, swoje własne rozumienie spraw i każde dobre dzieło ma takie właśnie zadanie.
Picasso daje konsekwentną wizję i podejście do rzeczywistości. Jest z całą pewnością uczciwy, ale czy pokazuje on realność w prawdzie? Prawda nie musi być koncepcyjnie w zgodzie z realnością, to jest racjonalistyczne podejście do prawdy. Biblia mówi o czynieniu prawdy, działaniu w miłości i wolności, zgodnie z relacjami, jakich Bóg chce dla człowieka. A zatem w pewnym sensie sztuka czyni prawdę częściej, niż jest prawdą w sensie portretu rzeczywistości. Sztuka czyni prawdę w swój własny, artystyczny sposób. Czynienie prawdy w tym sensie jest blisko związane z innymi jakościami, które należy przeanalizować.

Kategoria honoru oznacza dla mnie to, co kiedyś nazywane było decorum. Dzieło sztuki musi być w zgodzie z miejscem i okazją, do której było stworzone, lub z funkcją, którą ma do spełnienia.
Trudno wyobrazić sobie rysunek Chrystusa na krzyżu w stylu komiksowym. Oczywiście wiele chrześcijańskich magazynów przedstawia tematy biblijne komiksowo, ale to zbyt tani styl, poniżej standardu. To, co jest odpowiednie dla instrukcji odkurzacza, nie będzie takim dla ilustracji zagadnień teologicznych, chyba że sprowadzimy chrześcijaństwo do poziomu komercyjnego.
Jest prawie niemożliwe, aby ocenić, co jest honorowe w sztuce, a co nie jest, bez przykładów. Pewne typy jazzu zapewne byłyby odpowiednie jako muzyka w kościele, ale nie możemy tego ostatecznie ocenić bez wzięcia pod uwagę wszystkich konotacji, które mogą towarzyszyć ludziom modlącym się tam.
Zależy to od reakcji słuchaczy na tę szczególną sytuację. Artysta musi to mieć w głowie w sposób bardzo precyzyjny. Postać biblijna może być pokazana jako rzeźba ze słomy lub z innego dziwnego materiału, ale to dla widza oznacza, że ta figura jest w pewien sposób pozbawiona wagi i powagi.

Prawość

Prawość w sztuce nie oznacza, że na scenie czy w opowieści wszyscy muszą dokonywać dobrych wyborów. To byłoby przeciwko prawdzie.
Rzeczywistość jest inna. Biblia zawiera wiele opisów zła, złośliwości, złej natury. Być prawym znaczy być w zgodzie z sytuacją, dać każdemu elementowi wykonać swoje zadanie, aby stworzyć właściwą równowagę. Biblijne słowo oznaczające prawość ma wiele odcieni znaczeniowych, nawet takich, jak łaska, miłosierdzie i chwała. Prawość nigdy nie oznacza jednak ostrego osądu skupionego na literze prawa.
Prawość to widzenie rzeczy poprzez wiedzę artysty, jego wejrzenie i sposób portretowania rzeczywistości wyrażone w jego dziele. Prawość może być wyrażona zarówno w pociągnięciu pędzla, jak w postaci, w pojedynczym dźwięku oraz w kompozycji muzycznej.
Czystość w sztuce jest tym, o czym mówił Chrystus w błogosławieństwach: „błogosławieni czystego serca”. Chrystus mówi o postawie, która nie może znieść zła, braku miłości raniącego innych. Czystość w sztuce oznacza pomoc widzom, słuchaczom, czytelnikom w kształtowaniu czystych myśli.
Czystość nie podnieca, nie gra na ludzkich złych pragnieniach, nie uwodzi. Pomaga człowiekowi widzieć dobro i piękno, wskazuje niesprawiedliwość, sprzeciwia się niesprawiedliwości, poniżeniu i złu w imię miłości.
W takiej właśnie ramie chciałbym rozważyć problem nagości w sztuce. Sztuka nie kopiuje realności, ale daje możliwość pokazania spraw, które nie mogą być pokazane w rzeczywistości społecznej.
Nagość jest obecna w sztuce każdego okresu. W niektórych okresach i pośród pewnych artystów, na przykład u Dürera, czasami też u Rembrandta, naga postać oznacza człowieka w jego słabości w opozycji do nagości heroicznej, którą widać w renesansie, kiedy była ona symbolem wielkości człowieka.
W obu przypadkach jednakże nie chodziło w najmniejszym stopniu o pornografię w intencjach czy w oddziaływaniu na widza; lekko ubrane postacie są czasem znacznie bardziej erotyczne.
Erotyka i seksualność też mają w sztuce swoje miejsce, tak jak w życiu. I jako takie nie są z definicji nieczyste. Są tak samo jak sztuka darem Bożym i należą do ludzkości. Koncentrujemy się na miłości cielesnej, piętnując seks, a przecież fizyczna bliskość płci jest piękna, jeśli jest wyrazem miłości.
Ciało kobiety może być piękne i nie powinniśmy się wstydzić tego piękna. W naszej kulturze kobiety nie pokazują swej nagości, ale w innych kulturach pokazanie ciała kobiety nie jest postrzegane jako niemoralne.
Skromność jest kwantyfikatorem moralnym i różne jest do niej podejście w różnych kulturach. Nawet jeśli ciało jest pokazane nagie, ciągle można mówić o skromności lub nieskromności, ponieważ nie sam fakt nagości, lecz zachowanie, poza mogą być nieskromne. Nagość sama w sobie nie jest nieczysta – przeczyłoby to całemu doświadczeniu. Przyjrzyjmy się Ewie van Eycka w jego wielkim Baranku Bożym, obrazie ołtarzowym w Gandawie. Nie ma bardziej czystej kobiety w całej historii sztuki. Przyjrzyjmy się też ubranej Mai Goi. Jest znacznie bardziej nieskromna niż naga Maya. Ta sama kobieta, ta sama poza.
Czystość to norma, zasada, ale taka, która nie jest łatwa do uchwycenia i która w sposób nieograniczony powinna być stosowana; w zetknięciu z nią musimy ćwiczyć swoją zdolność osądu swoją wiedzą, zrozumieniem i roztropnością.
Dla artysty czystość to zamierzenie. Użycie nagości w dziele może być dobre, tak samo w literaturze jak w malarstwie; może nawet być mowa wprost o stosunkach seksualnych z zupełnie czystych pobudek, bo wystrzeganie się tego tematu nie oznacza, że praca jest czysta.
Nagość w filmach, na scenie, permisywność w książkach, w modzie, w reklamie to reakcja na wiktoriańską pruderyjność, która sama w sobie jest niezdrową wizją seksualności. W pewnym sensie jest to też znak wzrastającego dziś bezprawia, gdy wszystkie normy i konwencje są unieważniane. Zwyczaje zmieniają się dziś tak szybko, że często trudno stwierdzić, jakie intencje kryją się za poszczególnymi przypadkami nagości przedstawianej w sztuce, więc musimy je rozpoznać bardzo ostrożnie, bez negatywnego nastawienia. Szczególna ostrożność jest konieczna, kiedy pochylamy się nad sztuką innych kultur lub nad sztuką z przeszłości. Musimy wziąć pod uwagę zwyczaje, dominujące reguły moralne, jeśli chcemy uniknąć wielkiego błędu niesprawiedliwości.
Jako chrześcijanie pozostawiamy osąd w rękach Boga, powinniśmy i musimy tak czynić[9]. Co ważniejsze, ćwiczymy w tym swoją własną odpowiedzialność. Najważniejsze jest, aby sobie zdać sprawę, że to nie to, co przenika do nas, jest nieczyste, ale to, co już w nas jest albo z nas wychodzi. Jezus wyraził to bardzo dobitnie[10].
Nie to, co czytamy czy słyszymy, powoduje, że grzeszymy, lecz to, że nasza wyobraźnia i nasze myśli są skłonne do grzechu i pożądliwe. Tak więc każdy z nas musi wyćwiczyć swoją własną indywidualną odpowiedzialność.
To, co dla jednego człowieka jest po prostu doświadczeniem, innego zaprowadzi do grzechu, a to, co dla kogoś może być nie do zniesienia, może być niegroźne dla kogoś innego. To jest chrześcijańska wolność. Nie jest to wolność do robienia wszystkiego, ale wolność, aby pozostać wolnym od grzechu. Bądźmy świadomi faktu, że te sprawy są związane nie tylko ze sferą seksualną.

Czym jest piękno w sztuce?

Oczywiście piękno i, nazwijmy to, uroda rzeczy nie odnoszą się tylko do sztuki – należą do życia na dwa sposoby. (Sprawy piękna natury pozostawmy nieco z boku).
Po pierwsze, piękno i uroda rzeczy, przyjemność mogą być wyrażone w charakterze człowieka, w jego wewnętrznej harmonii, w jego dobrym, adekwatnym do sytuacji działaniu. Wewnętrzne piękno jest tym, czego mamy poszukiwać. Mamy dawać świadectwo wewnętrznego piękna w postaci życia pełnego piękna. Piotr miał właśnie to na myśli w swoim pierwszym liście, kiedy mówił, że musimy trzymać swój język z dala od zła i czynić dobro.
Po drugie, piękno i uroda rzeczy muszą być widoczne w tworzonych przez nas rzeczach i tych, które nas otaczają. W sztukach stosowanych piękno i uroda rzeczy może być wyrażona w projekcie i przystosowaniu do celu, w atrakcyjności sztućców, mebli i wszystkiego, co wokół nas. Nikt nie uczyni swego otoczenia w sposób celowy brzydkim, brudnym i nieprzyjemnym, chyba że jest to człowiek jakoś skłócony wewnętrznie.
Nie chcę powiedzieć, że piękno to ostateczna norma lub wartość najważniejsza. Gdybym tak twierdził, byłbym niczym więcej, jak tylko estetą. Podkreślam też, że nie mam na myśli tego, że powinniśmy posiadać drogie dzieła sztuki – smak i poczucie piękna nie są do kupienia za żadne pieniądze. Uroda rzeczy to norma współbrzmiąca z innymi normami.
Myśląc o pięknie jako wartości dodanej do sztuki, wielu ludzi przykłada standardy klasycyzmu i renesansu, dzieł takich artystów jak Rafael. Jednak piękno w obrazach Rafaela to tylko pewien rodzaj piękna. Rembrandt często malował obrazy, które normalnie, przykładając do nich miarę renesansu, byłyby brzydkie. Być może są one właśnie z tego właśnie powodu bardziej ludzkie i bardziej humanistyczne.
Założenie, że piękno i uroda rzeczy są zasadą w sztuce i że mamy nasze życie i otoczenie obdarzać pięknem i czystością, nie oznacza zarazem zakazu portretowania ciemnej strony życia, o czym mieliśmy już okazję się przekonać w naszych rozważaniach. Piękno wyraża się w liniach, plamach, kształtach, dźwiękach, rymach i relacjach słów, w kompozycji, jedności i różnorodności zarazem.
Piękno realizuje się przez te środki, lecz nie jest w nich zawarte. Prawda, honor i czystość są czynione widzialnymi przez plamę, kształt i dźwięk. Bez nich nie zaistnieje piękno, ale środki to nie koniec – nie są one celem samym w sobie. Kształt to nie wartość ostateczna, ponieważ ten sam kształt pełen znaczenia w jednym obrazie w innym będzie wyrwany z kontekstu i bez znaczenia.
Doskonałość i pochwała są to znowu normy, zasady oczywiste w sztuce. Czy artysta stworzyłby pracę niedoskonałą, złą, odrażającą? Dziś możemy spotkać wiele takich prac, co jest rezultatem głębokiego wewnętrznego kryzysu, rozpaczy, zagubienia i odrzucenia norm.
Nawet wtedy ich wartość i skuteczność jest pochodną uznania danej normy. Przełamywanie zasad jest wtedy, kiedy zasady istnieją. Możemy zatem powiedzieć, że jeśli praca zostałaby uznana za piękną lub normalną, czyli utrzymaną w ryzach norm, straciłaby znaczenie i powinniśmy wyzbyć się klucza do rozumienia jej. Dada, czarny humor może być rozpatrywany i zrozumiany tylko jako negacja norm albo gra z nimi. Rewolta to anarchia i zaprzeczenie norm.
Prawda, honor, prawość, piękno i uroda rzeczy, doskonałość, chwała są normami dla sztuki, tak samo jak są normami dla życia. W ich ramach czujemy, że omijanie ich jest wyrządzaniem zła odbiorcy, sprzeniewierzeniem się byciu kochającym.
Normy są aspektami wielkiego powołania do miłości. Miłość to wielka, totalna zasada, także w sztuce. Miłość to czynienie rzeczy odpowiednich, aby pomagać bliźniemu, aby uczynić ten świat piękniejszym, bardziej harmonijnym, bardziej odpowiednim dla życia ludzi, bardziej odpowiednim do wyrażenia wewnętrznego piękna i miłości, której wszyscy poszukujemy, nawet jeśli, w desperacji, ludzkość często ją łamie i nawet jeśli w grzechu tworzymy brzydotę, niszcząc piękno.
Piękno jest produktem ubocznym miłości, życia w jego pełni, życia w miłości i wolności. Artysta ze swoimi specjalnymi darami ma specjalne zadanie, ma bardzo specjalne i cudowne powołanie. Artysta nie powinien odgrywać proroka ani być nauczycielem albo ewangelizatorem. Artysta ma tylko uczynić życie lepszym, bardziej wartościowym; ma stworzyć dźwięk, kształt, opowieść, dekorację, przestrzeń, które są znaczące, pełne urody i są radością dla ludzi.

Artysta chrześcijański

W jaki sposób artysta chrześcijański powinien wypełnić swoje powołanie? Jak powinien rozwijać i wprowadzać w życie normy, które rozważaliśmy? Jak tworzyć piękno dla bliźnich?
Sztuka jest wezwaniem do czynienia dobra, wskazywania na dobro, walki ze złem, brzydotą; jest ona pragnieniem prawości, poszukiwaniem odpowiedniego wykończenia obrazu, odpowiedniego tonu w muzyce, odpowiedniego słowa w odpowiednim miejscu.
Artysta chrześcijański musi tworzyć w otwartej i pełnej strukturze świata – stworzenia Bożego, musi działać na fundamencie Chrystusa Zbawiciela, w miłości i wolności. Artysta musi mieć miłość do człowieka, dla którego tworzy, do materiału, który wybiera, do tematu, do prawdy, którą ma wyrazić, do Pana, któremu służy.
Artysta musi znać wolność, aby nie być związanym ludzkimi więzami, by w swojej sztuce był on wolny od przeszłości, przyszłości i teraźniejszości. Artysta może być zarówno tradycjonalistą, jeśli to posłuży jego celom, jak i może też poszukiwać nowoczesnych rozwiązań, jeśli to dla niego odpowiednie. Miłość i wolność są związane tak jak grzech i niewola.
Jeśli artysta chrześcijański wdraża wszystkie wskazane normy w sposób legalistyczny, zbyt drobiazgowy, mając nawet za cel zachowanie dobra, może zabić wolność, a wtedy umknie miłość i piękno. Bóg dał swoim dzieciom wolność, uszanujmy Jego wolę.
Prawdziwa wolność jest możliwa tylko w granicach norm i struktur nadanych przez Boga. Zadaniem chrześcijanina jest rozróżnienie fałszywego legalizmu i prawdziwej wolności – bez wolności sztuka będzie usychać.
Miłość i wolność nie są tanie ani łatwe, są jedynie osłabione przez grzech, pychę, egoizm, pożądanie i nienawiść. Miłość i wolność są dane człowiekowi, ale w świecie trzeba o nie walczyć, trzeba je tworzyć, realizować. Chrystus przyszedł, aby uczynić to możliwym, i umarł, żebyśmy mogli realizować swoje człowieczeństwo, doświadczyli miłości, poznali wolność i wszystkie najlepsze rzeczy na świecie.
Piękno jest dane przez Boga jako dar wszystkim ludziom, aby je współtworzyli; nie jest ono ograniczone do chrześcijan, ale ponieważ to chrześcijanin jest odnowiony przez Chrystusa, jest on w stanie docenić prawdziwe zamierzenie Boga wobec człowieka, a jest nim właśnie tworzenie piękna w świecie. Zwracajmy się do Boga w swojej pracy, módlmy się o pomoc, o otwarcie swych oczu, abyśmy zobaczyli, jak należy osiągać swoje cele z pożytkiem dla bliźnich.

Nasza sztuka musi być jak wszystko: dla Niego, przez Niego i od Niego. Przechodząc przez galerię sztuki, widząc doskonałe obrazy, wychwalajmy Pana i dziękujmy Mu za tak piękne dary. Dziękujmy za piękny obraz, bogaty duchowo i namalowany przez artystę kochającego swoją modelkę, pejzaż, w którym mieszka, i ludzi, z którymi współpracował.
Być może obraz ten jest odpowiedzią na modlitwę, być może namalowany jest z pomocą Bożą. Zwykle nie znamy tej sfery i pozostaje ona dla nas tajemnicą, ponieważ sztukę ustawiamy poza życiem, jako byt niezależny od życia. Uważamy też ten dar za naturalny, a więc w opozycji do natury łaski, jakby była jakaś natura poza stworzeniem Bożym. Chwalmy Boga za Jego dary.

Artysta powinien z inspiracji w Duchu Świętym szukać odnowienia swego życia w Chrystusie, nie tylko, by mógł dawać świadectwo źródła swego talentu, ale aby On umożliwił mu tworzenie w wolności.

Niezależnie od tego, jaką drogą podążamy do Boga w poszukiwaniu wolności, nie możemy tworzyć sztuki w oderwaniu od czasu, w którym żyjemy. Musimy rozeznać swój czas, poznać i zrozumieć swoje otoczenie, jeśli chcemy zaznaczyć swoją obecność. Musimy także znać ducha swych czasów, aby rozpoznać jego błądzenie.
Powinniśmy szukać inspiracji w sztuce przeszłości, nie pozostając jej niewolnikami. Oznaczałoby to podejmowanie cudzej bitwy i środków wyrazu. Bóg, który nas postawił w naszym czasie, dał nam nasze własne indywidualne powołanie: w naszych czasach być solą ziemi, tu i teraz.
Nasz świat zmienia się na dobre i złe, to my musimy odnajdywać prawdę i piękno dla dnia dzisiejszego, ciągle przykładając na nowo słowo Boże do swojej sytuacji.
Tak możemy być solą ziemi i owoce Ducha będą widoczne w naszym życiu. Droga ta nigdy nie będzie łatwa i jeśli dążymy do wyrażenia pełni prawdy, szybko stwierdzimy, że musimy uczynić krok wstecz, by odnaleźć swą drogę na nowo. Zapewne dostrzeżemy ubóstwo i słabość swoich pierwszych prób. Ufajmy, że nasi bliźni, widząc nasze wysiłki, pomogą nam i zachęcą nas do odwagi, aby pąk nie zmarzł w braku zainteresowania i zrozumienia. Droga ta może być długa i kręta, a osamotnienie jest wielką na niej przeszkodą. Artysta potrzebuje wparcia społeczności na drodze do sukcesu.
Jeśli mu się nie uda, to jego bliźni, którzy pozbawili go pozytywnej odpowiedzi, mogą być temu winni. Tworzenie chrześcijańskiej sztuki nie przychodzi łatwo, ale jest wiele warte. Nie jest ona produktem pracy nowicjusza, nawet jeśli jest on prawdziwym chrześcijaninem.
Nasza cywilizacja poniosła ogromne straty i sami chrześcijanie ponoszą odpowiedzialność za trud drogi prowadzącej do sztuki chrześcijańskiej. Możemy jednak położyć fundament pod starania następnych pokoleń, które mogą budować to, co my zaczęliśmy. Może nasze najmniejsze świadectwo owoców Ducha Świętego będzie miało wpływ na zmniejszenie absurdalności braku porządku, płytkości brzydkiej i płytkości pięknej. Niezależnie od tego, czy ostatecznie dokonamy swego dzieła, czy wystarczy nam czasu, będziemy mogli zawsze dać świadectwo walki o prawdę, a wtedy nic nas od Niego nie oddzieli.

Chrześcijanin w zmieniającym się świecie

Jakie jest dzisiaj powołanie chrześcijanina, które w dziedzinie sztuki wydaje się jasne? Czy możemy rzeczywiście brać dziś czynny udział w sztukach teatralnych, w literaturze, filozofii, działaniach rewolucyjnych? Czy w tym sensie możemy być ludźmi swego czasu?
Świat przez ostatnie dekady przeszedł ogromne przeobrażenia; byliśmy świadkami rozpadu kultury. Swój obecny świat postrzegamy jako postchrześcijański, posthumanistyczny, neopogański, nihilistyczny, anarchistyczny, mistyczny, a nasza sytuacja przypomina coraz bardziej czasy pierwszych chrześcijan. Każda lektura listów Piotra pozwala na lepsze zrozumienie tej sytuacji.
Listy były kierowane do chrześcijan, którzy stanowili absolutną mniejszość. Nie możemy liczyć na to, że całe nasze otoczenie przyjmie nasze prawa moralne, że będzie podążać za naszymi regułami, podzieli nasze poglądy; będziemy w coraz większym stopniu pielgrzymami w znaczeniu bycia obcymi w otaczającej kulturze.

Jakie jest nasze powołanie?

Pierwszym powołaniem każdego z nas jest powołanie do życia i bycia chrześcijaninem. W świecie zdominowanym przez media i pełnym pokus nie jest to łatwe, ale możemy dać świadectwo, jeśli jesteśmy słuchani.
Po pierwsze, musimy bronić wolności, ponieważ cały świat wokół nas pragnie wolności, ale jak mówi Piotr, „obiecują im wolność, sami będąc niewolnikami korupcji”. Dziś wolność jest na sztandarach rewolucjonistów, a jakże łatwo się przekonać, że jeśli nie opowiadasz się za ich rodzajem wolności, nie masz prawa nawet tego wypowiedzieć.
Rewolucja to totalitaryzm, prowadzi do dyktatury w imię wolności. Jesteśmy dlatego wezwani do bezkompromisowej walki o prawdziwą wolność. Musimy walczyć o wolność nawet tych, których nie darzymy sympatią, nawet o wolność ruchów, których poglądów nie podzielamy – w takim sensie nie możemy być totalitarni. Musimy walczyć o wolność z wielu powodów. Człowieczeństwo umiera z braku wolności; w świecie bez wolności nie ma miejsca na miłość, na bycie chrześcijaninem, na dzielenie się dobrą nowiną. Biblia uczy nas modlić się o dobry rząd, żebyśmy mogli żyć w pokoju, aby inni mogli mieć możliwość poznania dobrej nowiny.

Musimy walczyć o wolność w miłości, z odpowiedzialnością. Musimy dostrzegać i doceniać wolność wewnętrzną osób z naszego otoczenia. Musimy wspierać młodych poddawanych presji za niepopieranie wolnej miłości, musimy walczyć o ich wolność. Musimy wspierać wolność tych, którzy nie chcą się obnosić z luksusem i władzą.

Musimy walczyć o wolność od presji większości przyzwalającej na konformizm i brak moralności. Musimy sprzeciwiać się odbieraniu wolności wyboru. Musimy pragnąć sprawiedliwości i wiedzieć, że grzech jest wrogiem wolności i bierze nas w niewolę. Musimy się sprzeciwiać uznawaniu grzechu za normę i wywieraniu presji na przyłączenie się. Musimy się przeciwstawić tyranii oraz siłom dehumanizacji.
Wolność w tym sensie to nie tani i łatwy slogan; zawsze jest to sprawa indywidualna, wymagająca zaangażowania, odpowiedzialności, miłości, czasu, energii, a czasem nawet naszego życia.
Musimy też dać świadectwo wolności tych, którzy zostali prawdziwie uwolnieni przez Jezusa Chrystusa. Musimy pokazać, że jesteśmy wolni od chciwości, grzechu, nienawiści, potrzeby dominacji; wolni, by robić dobrze, wolni, by walczyć ze złem naszego czasu i protestować z miłością. Wolność jest pojęciem pozytywnym – wolność od czegoś, ale do czegoś. Wolność chrześcijańska jest pozytywna, dynamiczna.

Musimy walczyć o człowieczeństwo. Indywidualna osobowość to nasz wielki dar; musimy walczyć przeciw siłom, które zrównują wszystkich i każą wszystkim myśleć i działać, czyniąc normę z grzechu.
Człowieczeństwo to wielkie wyposażenie, wielki dar od Boga; musimy zrobić wszystko, aby powstrzymać siły czyniące z człowieka trybik w maszynie. W kategoriach ekonomicznych nie będzie to efektywne, ani też nie wygeneruje zysków, które przecież nie są najwyższą wartością.

Na pierwszym planie jest człowieczeństwo. Jezus nauczał, że królestwo boże jest pierwszym celem poszukiwań człowieka, a wówczas wszystko do niego będzie należało. W długiej perspektywie walka o człowieczeństwo może oznaczać efektywność i zysk, ale nie dlatego ją podejmujemy. W imię człowieczeństwa sprzeciwiamy się presji sprowadzenia kobiety do obiektu pożądania, jesteśmy przeciw manipulacji w reklamie i w mediach, przeciwko monokulturze, w której promowany jest tylko jeden nurt artystyczny niezależnie od tego, jak bardzo zwałby się współczesnym czy nowoczesnym.
Człowieczeństwo, czyli męskość i kobiecość, jest tak wielką wartością, że nie można pozbawić jej znaczenia. Człowieczeństwo nie jest tanie ani łatwe; jest ono warte naszego życia, byśmy wykorzystali je kreatywnie. Musimy walczyć też o to, by inni wykorzystali dany im potencjał. I w tej walce musimy sami najpierw dać świadectwo, że żyjemy otwarcie w pełni wykorzystania naszego potencjału, że jesteśmy nowymi ludźmi w Chrystusie.

Naszym powołaniem jest też być krytycznym w odniesieniu do naszych czasów; chrześcijanie są powołani do prorokowania. Pragnąć prawości oznacza, że nie tylko musimy bronić reguł dnia dzisiejszego, ale podejmować nowe ścieżki – ścieżki niekoniecznie tradycyjne, ścieżki niewydeptane, ale nowe wyzwania, które wymagają energii, zaangażowania, czasu i ryzyka.
Nawet jeśli obrona reguł jest w sumie łatwa, zwiedzie to nas na manowce, wyprowadza nas z dala od naszego powołania do piękna, sprawiedliwości, miłości i prawdy. Chrześcijanie powinni odrzucić konserwatyzm w imię konformizmu, w imię konserwowania ustalonego porządku dla samego porządku.

Musimy być krytyczni. Protest jest także naszym powołaniem. Być może siła dzisiejszych ruchów protestacyjnych jest skutkiem tego, że istniejący porządek rzeczy był uznany za oczywisty i utwierdzony; dany raz na zawsze był zbyt statyczny i pewny siebie. Powinniśmy protestować, zanim inni nam uświadomią, że mamy to czynić. Chrześcijanie powinni rozwijać świadomość, zarówno o dzisiejszym rozpadzie moralności w sferze seksualnej, jak też błądzącej pruderyjności przysłaniającej fakt, że seksualność jest darem Bożym.
Musimy ciągle być świadomi przejawów autorytaryzmu, uprzedmiotowiającej biurokracji. Powinniśmy byli przeciwstawiać się złu, protestować z miłością bez nienawiści i anarchii, pielęgnując wolność i człowieczeństwo, walcząc z grzechem i nieprawością.
Protest w miłości jest ekspresją pragnienia sprawiedliwości. Porzucamy kompromisy, sprzeciwiamy się zastanej rzeczywistości i konformizmowi, wierząc w możliwość zmian oraz w swój wpływ na nią.
Jezus uczył nie starać się pozyskać świata dla siebie na swoich warunkach, ale podjąć walkę o piękno i dobro, co dziś oznacza, abyśmy się nie bali dać świadectwo bycia chrześcijanami, nie tylko mówiąc, że jesteśmy zbawieni przez Chrystusa, ale też w swojej walce, w swoim sposobie życia, w swym prorockim rozeznawaniu.
Oznacza to bycie radykalnym, powrót do korzeni, do Chrystusa, który jest fundamentem. Być chrześcijaninem oznacza działać po chrześcijańsku na wszystkich polach, rozumiejąc, że nie ma nic neutralnego – nic poza królowaniem Chrystusa.
Nasze człowieczeństwo, nasze codzienne życie intelektualne i emocjonalne jest czymś, za co mamy Bogu dziękować i czego mamy bronić przed duchem naszych czasów, co mamy kreatywnie rozwijać, realizując swój potencjał.
Nie powinniśmy się bać być postrzeganymi jako chrześcijanie; nasze życie nie zależy od nas, nie zależy też od tego, czy jesteśmy doskonali: „mamy pewność, że stojąc przed obliczem Boga, dostajemy od Niego, o co tylko poprosimy, bo przestrzegamy Jego przykazań i czynimy to, co jest Mu miłe”[11].

Naszym powołaniem jest żyć w miłości i wolności oraz walczyć z grzechem. Walczyć o wolność i człowieczeństwo. Pokazać miłość i współczucie nie tylko tym, których kochamy i którzy nas kochają, ale też nowoczesnemu zgubionemu człowiekowi, który stał się niewolnikiem i tęskni za ludzkością, miłością, wolnością i prawdą, który nigdy nie może jej znaleźć.
Nie mamy nikogo potępiać, Bogu zostawiając osąd; wychodźmy naprzeciw z otwartością bez oskarżeń, akceptując zwyczaje innych ludzi, i tak jak św. Paweł pochylajmy się nad ich problemami, ich kulturą, ideami, językiem. Świat nie jest czymś odległym ani czymś całkowicie wewnętrznym. Słowo to oznacza ludzi, konstelację osobowości. Musimy pomagać innym, każdemu indywidualnie. Jako chrześcijanie wiemy, że żyjemy w trudnych czasach, kiedy to łatwo zagubić drogę w świecie pełnym pokus. Ciężko jest nam patrzeć na gruzy cywilizacji wokół nas, choć nie jest ona kulturą chrześcijańską, a raczej korzenie jej sięgają oświecenia.
A jednak są to ekscytujące czasy; Bóg powołuje nas na świadków w krytycznym momencie historii – to nie tylko interesujące być chrześcijaninem w dzisiejszej dobie, ale to zadanie bardzo odpowiedzialne i wielki zaszczyt. Jest to życiodajna siła. Być może na koniec tego wykładu najlepszą konkluzją będzie adaptacja psalmu 136, by wyrazić wielkość tego, co Bóg uczynił w historii oraz w naszych czasach.

Dziękujmy Bogu, że stworzył kosmos i wszystkie struktury, które otwierają nas na kreatywną pracę w miłości i wolności.

A Jego miłosierdzie trwa na wieki.

Uczynił wielkie rzeczy w czasach Mojżesza i początkach pisanego objawienia, kiedy przemówił do narodu wybranego z góry Synaj.

A Jego miłosierdzie trwa na wieki.

Był wielki, dał natchnienie psalmiście, aby śpiewał psalm w swoim czasie, czasie smutku i czasie zwycięstwa.

A Jego miłosierdzie trwa na wieki.

Posłał swych proroków, a oni mówili o Jego miłosierdziu, mówili przeciw ludziom chodzącym własnymi drogami, podążającym za obcymi bogami.
Prorocy ostrzegali przed suszą, wojnami i niewolą, które nadeszły, ale nie został po nich nawet ślad.

A Jego miłosierdzie trwa na wieki.

Posłał swego Syna, który mówił o sądzie i miłosierdziu, który mówił do tych, którzy widzą, ale są ślepi, który otwierał oczy niewidomym, który mówił, że widział wygnanych z raju, który umarł za nasz grzech i nasze zło i powstał z martwych.

A Jego miłosierdzie trwa na wieki.

I przemówił znowu przeciw letniemu Kościołowi, dał wielkie obietnice tym, którzy przetrwają, pokazał swemu słudze Janowi plagi i wojny, które miały nadejść. Pokazał znak Jego pieczęci i modlitwy wysłuchane.

A Jego miłosierdzie trwa na wieki.

Zbudował i prowadzi swój Kościół, posłał nauczycieli, proroków przestrzegających Kościół przed samozadowoleniem, posłał reformatorów, by przywrócili Kościół do prawdy, pomaga swoim sługom i swoim dzieciom, bo

Jego miłosierdzie trwa na wieki.

Jest wielki w naszych czasach, gdy Jego ręka jest ciężka w naszym świecie, który nim gardzi, szukając nowych, obcych idei, nowych bogów, kiedy dana kiedyś kultura kruszy się, mimo że człowiek ma do dyspozycji nową wspaniałą technologię.
Jest wielki w naszych czasach, kiedy czas się zmienia, kiedy tyle się dzieje, a ludzie nie wiedzą, kim są, kiedy wielu poszukuje człowieczeństwa, odnowienia, wielkiej zmiany, prawdy, że On nas kocha i wysłuchuje naszych modlitw, aby pomóc swym dzieciom, dlatego nasza pieśń może brzmieć.

A Jego miłosierdzie trwa na wieki.

Zrealizowano w ramach programu stypendialnego
Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

 

tłumaczenie: Eliza Bernatowicz

przypisy

[1] Ewangelia wg św.Jana 1:1, List do Hebrajczyków 1:2.

[2] List św.Pawła do Rzymian 7: 3.

[3] List św.Pawła do Galatów 5: 22-23.

[4] List św. Pawła do Rzymian 6.

[5] Ewangelia wg św. Marka 7:21-22.

[6] Oskar Wilde zajmował się tym problemem w Portrecie Doriana Graya.

[7] Apokalipsa  12:5.

[8] Księga wyjścia 31: 3,4.

[9] List św. Pawła do Rzymian 12:19 I List do Koryntian 5:13.

[10] Ewangelia wg św. Mateusza 15:11.

[11] I List św. Jana 3:21-22.