Projekt Grzegorza Klatki, „W izolacji” ma bardzo proste założenie: fotograficzny portret Polaków w dobie pandemii. Czy da się wykonać to zadanie tak, żeby pokazać całe spektrum zagrożenia, niepewności i osobistych tragedii? Oczywiście nie jest to możliwe. Artyście chodziło jedynie o dotarcie do osób, które albo zostały skierowane na obowiązkową kwarantannę, albo świadome zagrożenia, solidarnie i prawie natychmiast pozamykały się w swoich domach i poddały „kwarantannie narodowej”. Klatka chce zaktywizować osoby zmęczone izolacją, zapraszając je do uczestnictwa w sesji fotograficznej. Robił to i robi z nadzieją, że wykonane przez niego portrety, które natychmiast drogą elektroniczną wysyła swoim modelom, bedą dla nich pretekstem do rodzinnych dyskusji oraz dzielenia się wydarzeniem ze znajomymi w sieci teraz i w nieokreślonej przyszłości. Większość portretów projektu „W izolacji” wykonana jest przez szybę zamkniętego okna.

Zaglądanie do okien pojawiło się już we wcześniejszych projektach Grzegorza Klatki. W latach 2007-2008 zrealizował on cykl fotograficzny „By the Way”. Trochę przy okazji pracy fotoreportera dla czeskiego dziennika filmował w Pradze ludzi uwięzionych podczas korków, zamkniętych w kabinach swoich samochodów. Wykonał w ten sposób imponującą liczbę 18 tysięcy zdjęć, z których część była publikowana i eksponowana wielokrotnie (między innymi na wystawie „Personal Structures”, towarzyszącej 55. Biennale Sztuki w Wenecji w 2013 roku, oraz w ramach IV Biennale Sztuki w Pradze w roku 2009).

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam te zdjęcia, miałam wątpliwości, czy artysta nie naruszył przypadkiem prywatności fotografowanych osób. Klatka z artystyczną intencją robił zdjęcia kierowcom niemającym pojęcia, że są fotografowani. Nie była to jednak „ukryta kamera” w sensie dosłownym, bo zachęca się przecież kierowców do instalowania kamer w samochodach, aby w razie kolizji dysponować materiałem dowodowym. Powstał w ten sposób swoisty zapis socjologiczny Czechów widzianych przez szyby okien samochodów.

Z komponowaniem kadru przy wykorzystaniu ramy okiennej mamy również do czynienia w realizacjach, których Grzegorz Klatka był współautorem razem z Magdą Bartkiewicz („U Szturma na altanie kaj zawsze wisi pranie [2014] oraz „Panteon” [2018]). W tych działaniach site specific z pogranicza teatru, performansu, filmu i fotografii artyści wykorzystali jako tło fasadę starej łaźni z początku XX wieku, zrewitalizowanej niedawno dla potrzeb Muzeum Śląskiego w Katowicach, tak jak cały kompleks kopalni. W oknach dwukondygnacyjnego budynku z czerwonej cegły, doskonale imitującego śląskie familoki, pokazano utwory audiowizualne. Były to rodzajowe scenki, następujące po sobie w nieprzewidywalnych sekwencjach, tak jak w pierwszym z wymienionych projektów, i (bazujące na autentycznych) dialogi między kilkoma śląskimi artystami w drugiej prezentacji. W obu realizacjach wykorzystano dość powszechny zwyczaj przesiadywania w oknach mieszkańców wielorodzinnych budynków, powstających kiedyś w sąsiedztwie dobrze prosperujących kopalń. Okna były otwarte, by można było porozmawiać z sąsiadem, wyjrzeć i zobaczyć oraz skomentować to, co dzieje się na ulicy. Tak odbywało się życie kulturalne bardzo ze sobą skonsolidowanej, śląskiej społeczności.

Okna w projekcie „W izolacji” pojawiają się oczywiście w zupełnie innym kontekście. Ani nie ma tu podejrzenia o podglądanie, ani nie mamy do czynienia z rodzajem teatralnej inscenizacji rozpisanej na role. Fotografowane osoby wyraziły zgodę na uczestnictwo w projekcie, biorąc pod uwagę późniejsze udostępnianie w sieci ich wizerunku.

Zdjęcia portretowe posiadają zawsze wyjątkową aurę. Stanowi o niej niepowtarzalność fotografowanej osoby i emocjonalny stosunek do niej patrzącego. Można powiedzieć, że portret fotograficzny już przez to ma pewną wartość. Co stanowi jednak o tym, że fotografia staje się sztuką? Czym różnią się pod względem artystycznym portrety rodzinne, stanowiące wręcz rytuał codziennego życia, od tych z cyklu „W izolacji”? Czy i w jaki sposób wpisują się one w cały rytuał zdjęć rodzinnych?

Robiąc seriami zdjęcia własnym dzieciom, rodzicom i sobie nawzajem, pragniemy utrwalić „to, co jest”, co wydaje nam się w danej chwili piękne i miłe, a co z naciśnięciem migawki staje się już natychmiast i nieodwołalnie „tym, co było”. W czasie, gdy życie rodzinne jest coraz bardziej zagrożone, nie tylko z powodu pandemii, ta masowa produkcja zdjęć jest jakby rozpaczliwą próbą skonsolidowania rodziny. Niestety, coraz częściej zdarza się, że rodzina funkcjonuje już tylko wirtualnie, na wspólnych fotografiach.

Zaskoczeniem dla mnie była czułość, z jaką fotograf zwracał się do portretowanych. Ani śladu tak popularnego dziś szukania brzydoty i marności. Ludzie na fotografiach są zwykli i piękni zarazem. Te zdjęcia nie są reportażem w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Są natomiast zapisem ze spotkania tych, których sytuacja zmusiła, by zostali w domu, z artystą-fotografem, posiadającym wizję swojej roli w artystycznym zapisie socjologicznym konkretnego, ważnego czasu. Prawda zawarta w tym cyklu jest prawdą zarówno o bohaterach zdjęć, jak i o artyście przemierzającym Polskę w poszukiwaniu dobrego kadru, z niemałą trudnością docierającego do osób zamkniętych w zalecanym przecież odosobnieniu.

O artystyczności tego projektu stanowi po pierwsze umiejętne uruchomienie wyobraźni u odbiorców, powodujące przedłużone życie obrazów utrwalonych w kadrach. Po drugie, cykl Grzegorza Klatki wpisuje się w rolę sztuki aktywistycznej, pragnącej uczestniczyć w życiu społecznym – tu, jak rozumiem, przyczyniając się do poczucia wspólnoty wobec zagrożenia.

W przeciwieństwie do odczytywania amatorskich zdjęć rodzinnych jako robionych po to, aby chwila trwała, interpretacja cyklu „W izolacji” zmierza w przeciwnym kierunku. Oby jak najszybciej stał się dokumentem „tego, co było”, a nie „tego, co jest”.

* * *

Projekt Grzegorza Klatki „W izolacji” jest dofinansowywany ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu „Kultura w sieci”.