10 września 2018

Pytania wciąż bez odpowiedzi. O książce Oriany Fallaci „List do nienarodzonego dziecka” (Świat Książki, Warszawa 2017)

Ostatnimi wpadła mi ręce książka Oriany Fallaci pt. „List do nienarodzonego dziecka”. Włoska dziennikarka i pisarka należy do grona nielicznych autorów, których twórczość znajduje uznanie zarówno u lewicowych jak i konserwatywnych czytelników. Pierwsi akcentują oparty na feminizmie i ateizmie światopogląd, drudzy skupiają się na zdecydowanie krytycznym stosunku wobec islamu, postawie aktualnej zwłaszcza dzisiaj, w czasie dokonującej się na naszych oczach niekontrolowanej wędrówki ludów.

„List do nienarodzonego dziecka” nie jest lekturą dla mnie. Książkę otwiera dedykacja: „Tym, które nie lękają cię wątpić/ Które pytają bez ustanku o przyczyny/ nawet za cenę cierpienia i śmierci/ Tym które się wahają/ Czy obdarować życiem czy je odebrać/ Książkę tę dedykuje/ Kobieta/ Wszystkim kobietom”. Powyższe słowa potraktowałem jak wyzwanie by zrozumieć lub chociaż „wczuć się” w sytuację bohaterki – kobiety żyjącej w latach siedemdziesiątych, poświęcającej się karierze, odkrywającej pewnego dnia, że jest w ciąży. Na tym etapie powstania nowego życia nie są w stanie potwierdzić lekarskie badania, lecz intuicja pozwala kobiecie uzyskać pewność – „Dziś w nocy dowiedziałam się, że jesteś: kroplą życia, która wymknęła się nicości. Leżałam w mroku z szeroko otwartymi oczami i nagle poczułam absolutną pewność: tak, jesteś. Istniejesz”[1]. Tymi słowy rozpoczyna się monolog, którego adresatem jest rozwijające się pod sercem dziecko, które na początkowym etapie rozwoju w zasadzie pozbawione jest cech ludzkich – „przypominałoś [forma wyrażać ma bezosobowość dziecka – przyp. ms] tajemniczy kwiat, przezroczystą orchideę. Na górze widać było coś w rodzaju głowy z dwiema wypukłościami, które staną się mózgiem”[2]. Kobieta ma świadomość, że pod jej sercem pojawiło się nowe życie, zawierające w sobie nieodkrytą potencjalność. Wahająca się, zachęcana przez wielu do dokonania aborcji, bohaterka postanawia urodzić dziecko.

Słowa kobiety kierowane do nienarodzonego pełne są gorzkich refleksji nad życiem. Rozważania sprawiają wrażenie litanii wątpliwości i pytań współczesnego człowieka. Po co umożliwić przyjście nowemu życiu na świat wypełniony niesprawiedliwością i cierpieniem? Jaki jest sens miłości, która najczęściej sprowadza się jedynie do chwili pożądania pomiędzy kochankami? Bohaterka obnaża zło, jakie musi stać się udziałem dziecka po narodzinach.

Kiedy pojawia się ryzyko zagrożenia ciąży, lekarz zaleca kobiecie dwutygodniowy wypoczynek w łóżku. Wraz z pogorszeniem się stanu zdrowia i trwającą bezczynnością, w kobiecie narasta niepewność – „zapał, który ogarnął mnie na początku, niemal całkiem już gdzieś przepadł, przepadła gdzieś chwalebna pewność absolutnej prawdy. Wątpliwości są dla mnie udręką”[3]. Przełom w przebiegu ciąży następuje po wyjściu z domu i ponownej wizycie u ginekologa. Lekarz zarzuca kobiecie nadmierne uleganie stresom i tym samym szkodzenie dziecku. Bohaterka sprzeciwia się podporządkowaniu własnych emocji nienarodzonemu. Podejmuje decyzję o powrocie do starych przyzwyczajeń i stara się cieszyć życiem. Wyrusza w długą podróż.

Poprawa nastroju kobiety trwa krótko. Nasilające się bóle zmuszają bohaterkę do przerwania wyjazdu. W trakcie kolejnego badania lekarz potwierdza złe przeczucia kobiety, ogłaszając wyrok: „Przestało rosnąć. Przynajmniej od dwóch tygodni, może od trzech. Proszę być dzielną, to koniec. Umarło”[4].

***

Pomimo występujących innych postaci, w chwili zajścia w ciążę kobieta pozostaje sama z dzieckiem. Bohaterka obdarza dużym szacunkiem rozwijającą się pod jej sercem istotę, pozostałych traktując jako „obcych”, nierozumiejących jej sytuacji. Szczególnie negatywnie przedstawiono mężczyzn, takich jak ojciec dziecka czy pracodawca kobiety, traktujących zajście w ciąże jako problem na drodze do zaspokojenia potrzeb i realizacji zawodowych planów.

Uważam, że najistotniejsze wątki poruszane przez Fallaci jedynie pośrednio dotyczą kobiecości i macierzyństwa. Ciąża bohaterki umożliwia podkreślenie największej zalety książki – odwagi autorki w stawianiu egzystencjalnych pytań, wątpliwości potencjalnego dawcy życia, świadomego ciążącej na nim odpowiedzialności. „List do nienarodzonego dziecka” jest zapisem stanu człowieka zagubionego w świecie pozbawionym wszelakich zasad, pełnym fałszywych norm. Leżąca z zagrożoną ciążą kobieta rozmyśla nad rozwojem bioinżynierii – przeszczepianiem zarodków do ciał starszych osób, dysponujących wolnym czasem i cierpliwością do noszenia płodów, pozwalając na realizację planów zawodowych i osobistych młodych kobiet. Dzięki temu przyszłe matki nie musiałyby pełnić roli „fizjologicznej machiny służącej prokreacji”[5]. Dzisiaj wiemy, że jest to jeden z kierunków, w którym zmierza medycyna prenatalna i ginekologia in vitro. Warto dodać, że w dalszym rozwoju fabuły kobieta zdecydowanie odrzuca takie myśli.

Nie mając oparcia w żadnym autorytecie ani wspólnocie współczesny człowiek rzucony jest w absurdalny świat. Wolność wyboru w ramach takiej rzeczywistości i wynikające z niej zmagania odnosi do myśli filozofów egzystencji takich jak Jean Paul Sartre. Fallaci zdaje się wyciągać konsekwencje z tak rozumianej wolności i prezentuje zagubioną jednostkę, którą walka nie tyle uszlachetnia, lecz czyni postawę groteskową (wspomniane pomysły z zakresu bioinżynierii, dominacja skrajnych emocji i wynikające z nich wybory). Wynikającą z książki dezorientację podkreśla sama autorka, mówiąca: „[…] jakże bym mogła formułować jakieś przesłanie w książce będącej apoteozą wątpienia? Bohaterkę dręczą tysiące znaków zapytania, za każdym razem, kiedy jest przekonana o jednym, twierdzi również coś wręcz przeciwnego […]”[6].

Recenzenci książki podkreślają wiarygodne oddanie zmagań o kobiecą wolność, prawo do wolnego wyboru i niezależności[7]. Inni krytycy dostrzegają w tekście potępienie swobodnego dostępu do aborcji[8]. Umiłowanie życia bohaterki znajdujące wyraz w ostatnich słowach jej listu: „[…] Ty umarłoś. Teraz umieram i ja. Ale to bez znaczenia. Ponieważ życie nie umiera”[9] – zawierając w sobie sprzeczność. Odchodząca z tego świata kobieta patrzy na swoje martwe dziecko i wyraża radość z życia jako abstrakcyjnej formy wszystkich istnień. Nie dostrzegam w książce ani konsekwentnego przesłania popierającego działaczy ruchów „pro-life” ani wiążących argumentów skłaniających do przerwania ciąży. „List do nie narodzonego dziecka” nie daje odpowiedzi. Pytania Fallaci tylko drażnią rany powstałe w dzisiejszym, nieuporządkowanym świecie.

***

Postscriptum

W jednym z końcowych rozdziałów książki dochodzi do wyimaginowanego dialogu pomiędzy bohaterką a utraconym dzieckiem, które przyjmuje formę w pełni ukształtowanego, dorosłego mężczyzny. Zarzuca on matce skupienie się na negatywnych stronach otaczającego świata, bez zwrócenia uwagi na możliwość doświadczenia radości życia. Może czasami warto posłuchać tych, których pozbawiono głosu.

przypisy

[1] Oriana Fallaci, List do nienarodzonego dziecka, Warszawa 2017, s. 7

[2] Ibidem, s. 10

[3] Ibidem, s. 68

[4] Ibidem, s. 107

[5] Ibidem, s. 80

[6] http://wydawnictwoswiatksiazki.pl/index.php?id=11&olecat%5Bproduct%5D=2020 [dostep online: 27 sierpnia 2018 r.]

[7] Por. https://www.wloskionline.pl/list-do-nienarodzonego-dziecka-oriana-fallaci-recenzja/ [dostęp online: 27.08.2018 r.], https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=1022650 [dostęp online: 27.08.2018 r.], http://recenzjeksiazek.natemat.pl/64899,list-do-nienarodzonego-dziecka [dostęp online: 27.08.2018 r.]

[8] https://wpolityce.pl/kultura/248179-piekna-ksiazka-oriany-fallaci-w-koncu-wydana-w-polsce-co-nam-mowi

[9] Oriana Fallaci, op.cit., s. 144